Sośnie Nasza Gmina Kochana blog prowadzi Roman Lulek - kontynuacja Czarnego Bociana

Wydarzenia mające miejsce w Sośniach i całej naszej gminie, mogłyby niejednokrotnie stać się kanwą scenariusza filmu Alfreda Hitchcocka. Dewizą tego twórcy było przekonanie, że film powinien rozpoczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. W Sośniach za sprawą władz gminy jest podobnie.

Wpisy

  • niedziela, 10 lutego 2019
    • Eco-Unia. Głosownie, konkurs, głosowanie

      Na prośbę pani Kingi Budzińskiej oddaję stronę bloga miejscowości Kałkowskie. Pani Kinga pisze:
      W miejscowości Kałkowskie w ramach projektu z Eko-Unia dzieci i młodzież tworzyły wybrane przez siebie zabytki ze swojej miejscowości z materiałów recyklingowych oraz pisali oni o nich legendę. Mogli wzorować się na opowiadaniach seniorów - bądź też wymyślić zupełnie nową, według własnej fantazji. Prace te startują w konkursie. Oceniamy najlepszą legendę, najbardziej zbliżoną do realnej budowlę - prace zostaną nagrodzone. Prace powstały z materiałów z recyklingu. Prosimy o głosowanie w komentarzu. Głosowanie trwa do środy do godz. 20:00

      LEGENDA nr 1

       

      Legenda powstania szkoły w Kałkowskim

       Dawno, dawno temu powstała osada Kałkowskie, która należała do książąt oleśnickich. Miejscowość była położona pośród lasów i łąk. Mieszkańcy spotykali się często w tutejszej gospodzie i sklepie. Wieś liczyła 40 domostw w których mieszkało około 400 mieszkańców.

       

      Pewnego razu do gospody zawitał wędrowiec na pięknym Karym koniu. Podczas rozmowy okazało się, że jest on uczonym, któremu spodobała się ta miejscowość i postanowił tu zamieszkać. Dziwił się, że nie ma w tej miejscowości szkoły. W związku z tą sprawą udał się do baronowej Agnes von Diergardt do Mojej Woli. Ona uważnie go wysłuchała i podjęła decyzję, że powstanie szkoła żeńska dla dziewcząt, ponieważ bardzo jej zależało na kształceniu Kobiet. A miało to też związek z tym, że w tamtych latach rodziły się tu same dziewczynki. I tak około 1785 roku dzwon na wieży szkoły ogłosił tą radosną nowinę. Dyrektorem jej został przybyły wędrowiec. Po jakimś czasie poznał piękną dziewczynę i odbyło się huczne wesele, a że żona urodziła mu samych chłopców postanowił, że będą mogli oni też uczęszczać do tej szkoły.

       

      Była to wówczas szkoła czteroklasowa, a próżniej trzyklasowa. Mieszkańcy bardzo mu byli wdzięczni i do dziś go mile wspominają.


       

      Legenda nr 2

       

      Wiatrak Kacper”

       

      Były trzy wiatraki, dwa zburzono, a ten który pozostał wyremontowano. Pewnej nocy przyszła burza i wtedy uderzył w niego piorun i wiatrak spłonął.

       Był to bardzo trudny czas, bo ludzie nie mieli mąki a zwierzęta paszy. Ludzie bardzo się zmobilizowali i wspólnymi siłami zbudowali nowy. Każdy przyniósł co miał duże deski, małe.

       A wiatrak nazwali Kacper bo budowę ukończono dnia 6 stycznia. Głód już wsi nie zagrażał, od tej pory żyli długo i szczęśliwie.


      

       


      Legenda nr 3

       

      Legenda o wiatraku

       Dawno temu do Kałkowskie przybył pewien człowiek. Chodził po wiosce, od domu do domu i pytał się mieszkańców czy potrzebny jest we wsi młyn. Ludzie byli zachwyceni, że przybył do ich wsi człowiek który wybuduje młyn. Wreszcie nie będą musieli chodzić daleko do innej miejscowości po mąkę. Młynarz zaczął budowę wiatraka, lecz pewnego dnia przyszła wichura zburzyła to co już było wybudowane. Młynarz załamał się. Spakował się i chciał odejść. Lecz przyszli mieszkańcy którzy przynieśli ze sobą materiały na budowę wiatraka. Młynarz wzruszył się i zaczęli budowę młynu. Prace trwały od początku kwietnia do 6 grudnia. Więc młynarz nazwał młyn Mikołaj. Młyn zaczął pracować i wkrótce była pierwsza mąka. Mieszkańcy wreszcie nie musieli chudzić daleko po wyroby młynarskie. Młynarz ożenił się z piękną córką sołtysa Anną i żyli długo i szczęśliwie.


       

       

      Kolejna legenda, którą Państwu zaprezentuję jest opowiadaniem poza konkursem. Pisząc ją "na szybko" nie wiedziałem, że moja twórczość nie mieści się w zasadach konkursu, bo ja to ani dzieci, ani młodzież. Jednak, skoro napisałem, to prezentuję:

      Jak powstało Kałkowskie...

      W połowie XIII wieku, kiedy to datowane są pierwsze wzmianki o Sośniach, okolice tej dopiero co powstającej miejscowości porastały gęste bory iglaste. Najpospolitszymi zwierzętami, jakie można było wówczas tutaj spotkać były bobry i tury. Można je było ujrzeć znacznie częściej niż człowieka.

      Bobry doskonale czuły się w lasach porastających brzegi rzeczki. Budowały na niej bobrowe tamy, co powodowało powstawanie licznych rozlewisk. Z tego powodu okoliczne ziemie tworzyły błoto, o którym okoliczni mówili kał*.

      Na bobry polowano dla cennego bobrowego futra i mającego lecznicze właściwości bobrowego sadła. Trudnił się tym procederem również mieszkający w szałasie na porośniętym malinami leśnym wzgórzu człowiek. Od miejsca zamieszkania nazywano go Maliniakiem.

      Tenże, bogacący się na handlu skórami Maliniak, stwierdził, że na zajmowanej przez niego górce jest mu zbyt ciasno. Aby uzyskać więcej nie zalanego przez bobry terenu, zaczął kopać rowy odwadniające. Czynił to tak skutecznie, że po pewnym czasie okoliczne grunty zaczęły stawać się mało urodzajne. Zanim jednak tak się stało ów Maliniak na osuszonej ziemi wzniósł solidną, drewnianą chatę, gdzie osiadł.

      Wtedy to, coraz częściej pojawiający się nowi mieszkańcy nadali Maliniakowi przydomek* - Kał. Jako, że z powodu okolicznych błot takich zawołań było w pobliżu więcej, dla odróżnienia i uznania jego skutecznej walki z błotami, do tego nieciekawie brzmiącego pseudonimu Kał dodano końcówkę -kowski.

      W ten sposób od przezwiska pierwszego mieszkańca tego miejsca, swą nazwę przyjęła cała powstająca nad Polską Wodą osada KAŁKOWSKIE, a pierwsza chałupa – wybudowana przez Maliniaka – stoi do dzisiaj we wschodniej części wsi.

      Chałupa otaczana jest do tej pory należnym szacunkiem. Po pierwsze: zamieszkuje ją teraz przedstawicielka świata kultury z położonego na zachodzie kraju ośrodka akademickiego. Po drugie: lokalny Geniusz – pewnie dla podkreślenia zabytkowych walorów chałupy i walorów przyrodniczych najbliższej okolicy – doprowadził do niej – pośród drzew - asfaltową drogę, zakończoną pod samą furtką efektownym, asfaltowym rondem.

       

      Pierwowzór

      *Nazwa Kalisz zbudowana jest na prasłowiańskim rdzeniu „kał”, znaczący tyle co bagno, mokradło, teren wilgotny porośnięty zaroślami. – wyjaśnia Jan Miodek.

      *przydomek – pseudonim, zawołanie.

      Domek drewniany wykonany z materiałów odpadowych, czyli przedwojennej, poniemieckiej szafy mahoniowej.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Eco-Unia. Głosownie, konkurs, głosowanie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 lutego 2019 15:59
  • sobota, 09 lutego 2019
    • Kokiet (-ka)*

      Kabiny1

      Od 29 stycznia 2019 roku trwa w Gminie Sośnie maraton zebrań w poszczególnych wsiach w związku z wyborem sołtysów i rad sołeckich, czyli organów samorządowych wsi. 7 lutego takie zebranie odbyło się w Sośniach.

      Poszedłem na nie, jako przedstawiciel rodziny, bo trzeba wiedzieć, „co w trawie piszczy” (żona i brat po farsie wyborów cztery lata temu, wyłączyli się już z tego typu przedstawień). Poszedłem bez emocji, ponieważ wcześniej nic nie słyszałem o tym, żeby szykował się jakiś kontrkandydat (-ka). Wprawdzie doszły mnie mało wiarygodne słuchy o tym, że „Józiu chce zrezygnować”, ale w to zbytnio nie wierzyłem.

      Po wejściu na salę wiejską, zauważyłem, że nie ma takiej mobilizacji sił, jak ostatnio. Na sali było tylko 87 osób, co nie stanowiło nawet 10% uprawnionych do głosowania (ok. 1200 mieszkańców). W porównaniu z frekwencją w takich wioskach jak Cieszyn czy Kałkowskie, była to frekwencyjna mizeria. Mizeria adekwatna* do zauważalnej działalności sołtysa i jego rady.

      Zebranie odbyło się w drugim terminie (po 15 minutach). Po przywitaniu zebranych przez wójta Stanisława Budzika, zebranie poprowadził Andrzej Pańczyszyn. Ten z kolei oddał głos sołtysowi Józefowi Gąsiorowi, który przedstawił krótkie sprawozdanie ze swojej ostatniej, czteroletniej kadencji. Sołtys na zakończenie swej mowy długo dziękował, wymieniając kolejno: radę sołecką, wójta, bibliotekę. Na koniec nawet wspomniał o mieszkańcach. Pomimo, że w zestawieniu z zasłyszaną przeze mnie informacją o ponownym nie kandydowaniu zabrzmiało to, jak przygotowanie do rezygnacji z funkcji, sakramentalne „nie będę kandydował” nie padło.

      Dalej potoczyło się, jak zwykle. Nastąpiło zgłaszanie kandydatów na sołtysa. Chętnych nie było. Ktoś z głębi sali rzucił: Józek Gąsior! Prowadzący zapytał, czy zaproponowany się zgadza?

      Dotychczasowy (od ponad 30 lat) sołtys wstał i mizdrząc się, jak panna na wydaniu „chciałabym, ale się boję”, powiedział: wprawdzie „zaraz będę miał 60 lat, a i hektarów przybyło”, a w domyśle siły już nie te, i pracy coraz więcej. Na szczęście, niespodziewanie dla wszystkich, ZGODZIŁ SIĘ kandydować na funkcję sołtysa. Wszyscy odetchnęli z ulgą! Gdy sprawnie wyłowiono jeszcze spośród zebranych „kontrkandydatkę” Marzenę Witkowską, zakończono poszukiwanie chętnych i przystąpiono do głosowania.

      Organizatorzy wyciągnęli wnioski po totalnym bałaganie na poprzednich wyborach sołtysa, kiedy też głosujących było znacznie więcej i przygotowali miejsca do tajnego głosowania oraz urnę.

      Wynik głosowania, był taki, jaki było łatwo przewidzieć: Gąsior 60 kilka głosów, reszta pani Marzena. Znaczy to, że w Sośniach mamy nowego – starego sołtysa.

      Jeszcze wybór do rady sołeckiej i komisji rewizyjnej (też tylko kosmetyczne zmiany, oraz doraźna regulacja ilościowa*) i rozeszliśmy się z ulgą do domów.

      Po przyjściu do domu zreferowałem domownikom wydarzenia.

      - Mamy wójta, w wieku emerytalnym to i sołtys do takiego wieku musi dociągnąć (a wtedy dalej będzie sołtysem) – skomentowali.

      Coraz mniej dziwi, że ilość mieszkańców w Sośniach ciągle się zmniejsza, przy ich coraz wyższej średniej wieku.

      Sołecki maraton wyborczy potrwa do 14 lutego 2019 kiedy to odbędą się wybory w Kocinie.

       

       

      *Kokietka – zalotna, wyrafinowana, płocha kobieta starająca się podobać, wywrzeć wrażenie.

      *Adekwatna – odpowiednia.

      *Doraźna regulacja ilościowa polegała na ty, że przed wyborem rady sołeckiej zebranie ustaliło jej liczebność na 6 osób. W momencie „wyławiania chętnych” do rady prowadzący nieopatrznie wyłowił aż 7 „chętnych”. Nad zebranymi zawisła konieczność kolejnego tajnego głosowania, tak jak na sołtysa, czyli drukowania kart z nazwiskami, wydawania kart, tajnego skreślania i liczenia głosów. „Przytomny prowadzący zapytał zebranych czy rada sołecka może liczyć 7 osób. Zebrani przez aklamację* wyrazili zgodę.

      *Aklamacja (consensus ordinum) – sposób przyjęcia ustawy lub wniosku w demokratycznych organach władzy ustawodawczej. Wniosek zostaje przyjęty poprzez aklamację, gdy zostaje zaakceptowany jednomyślnie przez całe zgromadzenie (może zostać poparty okrzykami lub oklaskami)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      sobota, 09 lutego 2019 00:44
  • poniedziałek, 28 stycznia 2019
    • Czwarty akt

      Komentarz

      Niedziela. Śliczna pogoda. Słoneczko świeci, trochę mrozu, trochę śniegu, aż chciało się wyjechać z dziećmi na spacer do lasu. Zdecydowaliśmy się na wycieczkę w kierunku Mariaku . Po raz pierwszy zwróciłem uwagę na działkę która w opisywany już sposób stała się własnością gminy. Nasunęła mi się taka ciekawa myśl . Na wartość działki musi mieć wpływ ilość słupów energetycznych i moc przesyłanej energii. Chyba im więcej , to większa wartość działki. Przecież żelazo a szczególnie miedź są drogie. Czy tak było w tym przypadku ?
      A już na poważnie, kto wyda pozwolenie na budową czegokolwiek pod taką siatką przewodów. Czy radni poprzedniej kadencji w zdecydowanej większości nie wiedzieli po co ta działka jest kupowana ?

      napisał: Gość: , *.zapnet-isp.net 2019/01/21 13:30:31

      do wpisu: NOWOROCZNY ŁYK POWIETRZA

      niedziela, 17 września 2017

      XLIV sesja Rady Gminy Sośnie, czyli tragifarsa w trzech aktach.

      Drogi „Gościu”. Z Twego komentarza wnoszę, że znasz mój tekst o przytoczonym wyżej tytule. Kto da pozwolenia na budowę pod tymi liniami energetycznymi? Przypomnę, że tam w ziemi jest jeszcze kolektor (domyślam się, że ściekowy, czyli kanalizacyjny).

      Krzyczące w tamtych okolicach żurawie rozniosły plotkę, że tam wcale nie będzie potrzeba pozwolenia na budowę. Te ptaszyska wykrzykują, że chodziło tylko o sprzedaż tego trójkątnego kawałka za dobre pieniądze. Znalazł się też naiwny, kto kupił taki nieciekawy teren. To Gmina Sośnie. (Kto kupił – sprzedał – skorzystał – patrz „Tragifarsa...”). Przecież „działki pod oczyszczalnią ścieków należą do Gminy Sośnie i mają łączną powierzchnię 1,77 ha”. (Pisałem o tym). Dotychczas nie były uregulowane kwoty odszkodowań za część tego terenu, który nasi Geniusze zajęli Rolnikowi. Odszkodowania nie były zapłacone, żeby nie można tam planować budowy. Miało to uzasadnić potrzebę kupna „kijowej” działki za duże pieniądze. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że teraz odszkodowania dla Rolnika są już wypłacone, bo jak słyszę od żurawi, Rolnik już nie psioczy na wójta.

      To jest tylko moja ocena pogłosek, które wyłowiłem z żurawiego klangoru*. Niewykluczone jest też to, że Gmina Sośnie kupując kawałek ziemi z taką siatką przewodów chciała w ten sposób uzewnętrznić swój ciepły stosunek do polskiej energetyki, robiąc przy tej okazji „dobry” dil – jak zauważyłeś w swej elektroenergetycznej analizie – ilość słupów energetycznych i moc przesyłanej tam energii niechybnie znacznie „podnosi” wartość terenu.

       

      *klangor – głos żurawi;

      *dil - ubity interes, układ.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 stycznia 2019 12:41