Sośnie Nasza Gmina Kochana blog prowadzi Roman Lulek - kontynuacja Czarnego Bociana

Wydarzenia mające miejsce w Sośniach i całej naszej gminie, mogłyby niejednokrotnie stać się kanwą scenariusza filmu Alfreda Hitchcocka. Dewizą tego twórcy było przekonanie, że film powinien rozpoczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. W Sośniach za sprawą władz gminy jest podobnie.

Wpisy

  • czwartek, 24 września 2015
    • Gminne dożynki

      Umilkł już co prawda stukot końskich kopyt ciągnących bryczkę z wójtem, granie orkiestry dętej oraz dźwięk skrzypków kapeli ludowej. Z kronikarskiego obowiązku muszę jednak odnotować to, co wydarzyło się w minioną niedzielę.

      20 września 2015 r. w Sośniach odbyły się Dożynki Gminne.

      Uroczystość rozpoczęła msza św. w kościele w Sośniach. Po kościelnych  uroczystościach uczestnicy dożynek mieli przemaszerować w korowodzie dożynkowym na plac w ośrodku rekreacyjno – wypoczynkowym „Biały Daniel”.

      Wymyślono jednak, żeby gospodarze dożynek wraz z wójtem ten krótki odcinek drogi przejechali w bryczce zaprzężonej w parę koni. Widać pomysł ten wydał się dziwny nie tylko uczestnikom pochodu, ale i koniom zaprzężonym do bryczki. Te zaprotestowały gwałtownie przeciw wyróżnianiu kogokolwiek. Widać nikt z nimi nie przekonsultował, czy one (konie) mają ochotę w niedzielę, w dniu Gminnych Dożynek, wozić kogokolwiek, bez wyraźnej potrzeby.

      Najpierw odmówiły ruszenia do przodu, gniewnie stukając okutymi kopytami o asfalt. Następnie ponaglane do jazdy zaczęły się cofać, przysiadać na zadach i skręcać na boki, rżąc przy tym ostrzegawczo. Zaczęło się robić niebezpiecznie. Wtedy powożący ujął je za uzdę i poprowadził do przodu. Nie długo jednak, bo naprzeciwko plebani konie znowu się zatrzymały. Po chwili jednak dały się przekonać i bez dalszych problemów korowód dotarł na teren Stanicy.

      Tam przed sceną prezentowało się wieńce dożynkowe, przygotowane przez poszczególne wsie naszej gminy. Każdy z nich to było indywidualne dzieło sztuki ludowej. Wieńce odwoływały się do tradycji narodowych, kościelnych i gospodarskich.

      

      Zaproszeni na uroczystość goście reprezentowali władze wszystkich szczebli: państwowe, wojewódzkie, powiatowe i oczywiście gminne. Po przybyciu na plac ośrodka „Biały Daniel”, zajęli miejsca przed sceną.

      

      Po śpiewnym przywitaniu przybyłych przez Ludowy Zespół z Kociny i prezentacji wieńców dożynkowych, każdemu z zaproszonych gości wręczono bochenek chleba wypieczonego z tegorocznych zbiorów.

      Podczas uroczystości nie zabrakło deszczu, wywołanego zapewne wielokrotnym narzekaniem na tegoroczną suszę. Deszcz wypłoszył oglądających występy gości, zmuszając ich do schronienia się pod dachami.

      W tych okolicznościach iście filozoficznym spokojem wykazał się poseł Piotr Walkowski, który zlekceważył spadające krople, pozostając cały czas na swoim miejscu przed sceną. Później podczas rozmowy ze mną skwitował to wydarzenie słowami: nie po to tyle czasu czekaliśmy na deszcz, żeby teraz, gdy spadło kilka kropel, chować się przed nim. Taka postawa posła zapewne doskonale charakteryzuje konsekwencję w działaniu tego parlamentarzysty.

      Po zakończeniu części oficjalnej, przybyli goście zostali zaproszeni na przygotowany poczęstunek.

      Pośród gości zabrakło oczekiwanej minister Angeliki Możdżanowskiej, której zapewne niezwykle ważne sprawy nie pozwoliły wziąć udziału w sośnieńskiej, gminnej uroczystości. Jest to przykre tym bardziej dlatego, że wójt Stanisław Budzik zamierzał na tym spotkaniu prowadzić z panią Angeliką rozmowy na temat pozyskania dofinansowania do budowy boiska w Bogdaju. Oznacza to mniej więcej tyle, że raczej takiego dofinansowania nie dostaniemy, bo wójt, jak wiemy: „do Warszawy, nie przewiduje wyjazdu, siedzi po 12 godzin w urzędzie, nie ma zamiaru ducha wyzionąć”.

      Oprócz wyczekiwanej pani minister Angeliki Możdżanowskiej, na gminnej uroczystości, zabrakło... jej mieszkańców.
      Gminę Sośnie reprezentowała zaledwie kilkudziesięcioosobowa grupa przybyłych, co jak na liczącą 6500 obywateli gminę, jest wynikiem nader skromnym.

      Może przewidzieli, że dla nich nie przygotowano żadnego poczęstunku? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Gminne dożynki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 września 2015 21:08
  • czwartek, 17 września 2015
    • Zygmunt Rutkowski

                 Historia Polski pełna jest krwawych wydarzeń i smutnych dat. Wrzesień kojarzy się zwykle nierozerwalnie z początkiem II wojny światowej. Dla niektórych rodzin tragiczny okazał się inny wrzesień, wrzesień 1945 roku. Wrzesień, kiedy to wydawało się, że wojenna historia dobiegła końca a wystrzały z broni palnej będą rozlegały się już tylko na wiwat.

                  W najbliższą sobotę 19 września 2015 roku, jak ogłosił ksiądz proboszcz ze Sośni o godzinie 17:00, będzie odprawiona msza św. w 70 rocznicę śmierci Zygmunta Rutkowskiego.

                  Pewnie niejedna osoba zastanawia się, kim był Zygmunt Rutkowski, który umarł 19 września 1945 roku, czyli kilka miesięcy po zakończeniu II wojny światowej?

                   Wojenne losy całego narodu polskiego były niezwykle skomplikowane i złożone, całkowicie podporządkowane strasznemu wojennemu czasowi. Zbliżający się front powodował przemieszczanie się wielu ludzi, którzy szukali bezpieczniejszego miejsca do przetrwania dla siebie i rodzin. 

      Zygmunt Rutkowski zamieszkał w Sośniach w 1934 roku. Przeniósł się tutaj wraz z żoną i dwiema córkami ze Szklarki. Z kolei do Szklarki przeprowadził się rok wcześniej z Ostrowa Wielkopolskiego. Kiedy w 1934 roku zaistniała możliwość aby przenieść się do Sośni, skorzystał z niej.

      Sośnie przed II wojną światową były  ostatnią stacją leżącą po stronie polskiej. na linii kolejowej do Wrocławia. Z tej racji na stacji w Sośniach panował znaczny ruch.
      Odbywały się tutaj również odprawy celne.

      Naprzeciwko budynków stacyjnych, mniej więcej w miejscu, gdzie stoi budynek pieczarkarni byłego PGRu, stał budynek, który na przedwojennym planie Sośni określony był mianem Baracke, zwany potocznie Baraką. Składał się on z części mieszkalnej oraz dużej świetlicy, w której odbywały się potańcówki.

      Rodzina Rutkowskich wynajęła ten budynek i zamieszkała w nim. Zygmunt Rutkowski zorganizował i prowadził w nim sklep kolonialny. W Sośniach, podobnie jak obecnie, działało kilka sklepów. Wszystkie należały jednak do Niemców.

      Lipiec 1938, Zygmunt Rutkowski trzeci od lewej przed Baraką w Sośniach

      Uruchomiony przez Rutkowskiego sklep był pierwszym sklepem należącym do Polaka. Nowa konkurencja nie spodobała się właścicielom istniejących sklepów, a szczególnie jednemu, który mieszkał w miejscu obecnego urzędu gminy. Za jego przyczyną po wybuchu wojny w 1939 roku, Rutkowski został aresztowany, a następnie zmuszony do opuszczenia Sośni. Wyjechał wraz z rodziną w okolice Poznania. Tam imał się różnych zajęć, by utrzymać rodzinę. Był krawcem, a więc szył. Prowadził również szkółkę krawiecką dla dziewcząt. Pracował w szwalni, brał do domu szycie namiotów i toreb dla wojska.

      Po zakończeniu działań wojennych na terenie Wielkopolski, w kwietniu 1945 roku powrócił z rodziną do Sośni. Wrócili do wynajmowanej przed wojną Baraki. Zarówno w 1939 r. kiedy rodzina musiała opuścić Sośnie, jak i w czasie powrotu za środek transportu służyła im konna furmanka. Można było zabrać na nią
      najpotrzebniejsze rzeczy, jednak większe ruchomości, typu meble, zostały przed
      wojną w Barace. Po powrocie rzeczy tych oczywiście  nie było na miejscu, jednak część udało się pozbierać „po ludziach”, którzy się nimi „zaopiekowali”.

      Ponieważ Zygmunt Rutkowski był przed wojną postacią w Sośniach dobrze znaną, obrotną i popularną (wszak zapisy w przechowywanym przez całą wojnę „zeszycie” dłużników, skądś się wzięły), wysunięto jego kandydaturę na sołtysa. Wkrótce też został wybrany przez spragnionych spokoju i poczucia bezpieczeństwa mieszkańców do pełnienia tej funkcji. W ten sposób został pierwszym powojennym sołtysem wsi Sośnie.

      Jako sołtys brał udział w zasiedlaniu poniemieckich gospodarstw i ochronie pozostawionego bez opieki mienia. Dbał również o opuszczony przez właścicieli pałac w Mojej Woli. Nie każdemu jednak podobała się jego dbałość o ład i podobnie jak przed wojną prowadząc polski biznes wśród zamieszkujących na tym terenie Niemców miał wrogów,  tak i wśród korzystających z bałaganu Polaków był osobą niezbyt pożądaną. Zdawał sobie z tego sprawę, ponieważ znał panujące we wsi nastroje. Starał się więc działać w miarę możliwości ostrożnie.

      Cały czas mieszkali wraz z żoną i córkami w przystacyjnej Barace. Podobnie jak przed wojną, prowadził tam sklep, a w przyległej świetlicy odbywały się „wieczorki
      tańcujące”.

      Na jednej z takich zabaw bliżej nie znani jej uczestnicy zachowywali się hałaśliwie i
      wznosili co chwila toast za Rutkowskiego, wołając: wiwat Rutkowski! Ten zdawał sobie sprawę, że mimo dużej popularności we wsi, nie brakuje w niej też mniej przychylnych mu mieszkańców i takie ostentacyjne wyrażanie sympatii dla niego, wydało mu się dziwne i podejrzane. Również zaobserwowane w kolejnych dniach zachowania wśród mieszkańców wzbudziły jego czujność. Jak sam to określił najbliższym, „czuje, że coś się szykuje”.

      Przeczucia te zmaterializowały się w nocy ze środy na czwartek 19/20 września 1945 roku.
             Zdarzenie to relacjonuje do protokołu Milicji naoczny świadek, żona Władysława Rutkowska: w nocy ze środy na czwartek 19/20 września 1945 o godzinie 2;00 przybyło do mieszkania 4 żołnierzy i 1 cywil. Zauważyłam, że na dworze było ich jeszcze więcej, lecz ile tego powiedzieć nie mogę. Słyszałam, jak mąż otworzył drzwi i ktoś wszedł do mieszkania. Słyszałam jak rozmawiali o kwaterach i wstałam , aby zobaczyć kto jest i ewentualnie pomóc. Gdy weszłam do pokoju zauważyłam, że odeszli od biurka, a mąż się ubierał. Żołnierze ci szukali po wszystkich pokojach. Gdy męża zabierali, pytałam po co go zabierają? – Tak musi być – padła odpowiedź. Poszło z nim 4 żołnierzy, 1 żołnierz i 1 cywil zostali w mieszkaniu. Córki (19 i 13 lat) zwróciły się do pozostałych, ażeby zostawili im tatusia. Żołnierz odpowiedział, że wróci za tydzień, może za 3 – 4 dni. Wychodząc zabronili nam wychodzić, w przeciwnym razie będą strzelać. Gdy zapaliłam światło, rozkazali mi je zgasić. Córka widziała, jak męża prowadzili w kierunku Kociny.

      Według meldunku posterunku MO w Sośniach: W nocy z 19/20 września do domu sołtysa w Sośniach Zygmunta Rutkowskiego przyszło ok. 8 żołnierzy w mundurach Wojska Polskiego i jeden cywil, uzbrojonych w automaty, zabierając go ze sobą. Poza tym zabrali: 2 rowery damskie, 1 męski, 1 ubranie (garnitur?), 1 marynarkę, 1 płaszcz zimowy męski, płaszcz gumowy męski, 1 aparat fotograficzny, kasę gromadzką, kasę żywnościową, w której znajdowało się  ok. 300 zł gotówki. Następnie osobnicy ci udali się nad torem kolejowym w stronę Kociny.

      Po sołtysie Zygmuncie Rutkowskim wszelki słuch potem zaginął. Razem z nim napastnicy w stronę lasu poprowadzili także Franciszka Furmanka agronoma gminnego, który mieszkał w domu obecny adres ul. Wielkopolska 78.

      Zarówno rodzina  jak i funkcjonariusze MO przypuszczali najgorsze. Jednak dopóki nie odnaleziono ciała zaginionego męża i ojca, w sercach kołatał się cień nadziei. W poszukiwaniach, jak opowiada starsza córka, wzięli udział; mieszkańcy Sośni, funkcjonariusze MO, oraz dzieci z miejscowej szkoły. Ciągle bez rezultatu. W końcu, po upływie z górą 2 miesięcy, najgorsze się potwierdziło.

      30.11.1945 r. przy skrzyżowaniu dróg Kałkowskie – Kotowskie - Granowiec znaleziono zwłoki Franciszka Furmanka i Zygmunta Rutkowskiego. 
      Jak podaje meldunek Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej, Referat Śledczy Ostrów:  Wszczęte przez Post. MO Sośnie poszukiwania w lesie dały wynik pozytywny, tj. w niedalekiej odległości od zwłok śp. Furmanka, (którego zwłoki, jak mówi córka Rutkowskiego, nie były dokładnie przykryte ziemią i widać było rękę zmarłego) znaleziono zwłoki Rutkowskiego Zygmunta w dniu 30.XI.1945 r. w godzinach popołudniowych. Zwłoki te zakopane były ok. 50 cm głęboko w ziemi, w pozycji leżącej. Na zarządzenie prokuratora S. O. Ostrów zwłoki te zostały przewiezione  do Ostrowa celem zbadania ich przez komisję lekarską, gdzie stwierdzono, że Rutkowski został zastrzelony w tył głowy.
      Sprawców zabicia Rutkowskiego nie ujęto dlatego, że jest to przelotna banda, składająca się z osób w mundurach W.P., uzbrojonych w automaty, która po dokonaniu napadów przenosi się na inny teren i tym samym trudno członków jej przytrzymać.

      Pomimo, że sprawców nie ujęto, wiadomo było, że była to banda „Szarego”. Ustalono nawet, że egzekucji sposobem NKWD stosowanym w Katyniu, dokonał Antoni Wisz pseudonim „Biały”.

      Po odnalezieniu, zwłoki obydwu mężczyzn złożono w remizie strażackiej w Granowcu, gdzie oczekiwały na przewiezienie do Ostrowa. Tam też została przeprowadzona ich identyfikacja. Identyfikacji zwłok dokonała żona i starsza córka Zygmunta Rutkowskiego. W pierwszych dniach grudnia sołtys Zygmunt Rutkowski został pochowany na cmentarzu w Sośniach.

      W ten oto sposób wydarzenia dopiero co (w maju) zakończonej wojny rykoszetem powojennych zdarzeń uderzyły w rodzinę Rutkowskich. Rodziny, która zaznała szykan niemieckiego żywiołu oraz wojennej tułaczki. Doświadczyli niedostatku, a czasami nawet głodu. 16 letnia córka Zygmunta Rutkowskiego była zmuszona kopać rowy przeciwczołgowe.

      Kiedy zbliżał się radziecki front „wyzwolicieli” Rutkowscy ukrywali obydwie córki w piwnicy czy zastawionym szafą pokoiku, aby niosący wolność czerwonoarmiejcy sami nie „odebrali nagrody” za wojenny trud.

       Na ironię okrutnego losu zakrawa scenariusz, jaki rozegrał się 19 września 1945 roku. Przeżywszy sześcioletnią zawieruchę wojenną, po powrocie do miejsca, z którego ich wojenna droga się rozpoczęła, kiedy wydawać się mogło, że koszmar się skończył, przyszła śmierć, która zabrała żonie męża i ojca córkom. Śmierć tym okrutniejsza, że zadana nie przez niemieckiego najeźdźcę, ale przez polskie ręce, które należały czy to do zwykłych rabusiów, czy też ludzi nie potrafiących odnaleźć się w powojennej rzeczywistości.

      Żona Zygmunta Rutkowskiego, zmarła w 1956 r. na atak serca. Również jest pochowana na cmentarzu w Sośniach.

      Kiedy w Sośniach wybudowano nową szkołę i w 1990 roku przeprowadzano procedurę nadania jej imienia, poważnie brano pod uwagę imię Zygmunta Rutkowskiego. Zrezygnowano jednak z tego zamiaru bo, jak wyjaśnia zorientowana osoba, żyją jeszcze ludzie, którzy byli zamieszani w uprowadzenie Zygmunta Rutkowskiego. Obawiano się, ewentualnego zniszczenia tablicy pamiątkowej farbą lub innych tego typu ekscesów.

       

      Ze spisanych wspomnień świadków, którzy spotkali na swej powojennej drodze „Szarego” wynika, że był to przedwojenny oficer służący w 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich. Pułk, którego bojowa historia rozpoczyna się w 1918 roku w Mołdawii, wsławiony w wielu bojach, 26 czerwca 1945, po ostatnim starciu pod Domaradzem oddział został rozwiązany. Jakie pokrętne i zawiłe były wojenne losy, które sprawiły, że żołnierz tak wsławionego w walce o Polskę  pułku, skierował swą broń przeciw Polakom?

      Zorganizowana przez „Szarego’ po wojnie grupa, weszła w skład jednej z największych podziemnych organizacji, działających w latach 1945/1946 na terenie ówczesnego województwa poznańskiego, noszącej nazwę Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza „Warta”.

      Jego zbrodniczy powojenny oddział liczył ok. 60 członków. W samym tylko sierpniu 1945 r. grupa ta zamordowała 16 osób. Z relacji świadków wiadomo, że grupa ta nie kierowała się żadną głębszą treścią ideologiczną, wyznając raczej pospolitą ideę rabunkową.

      W kolejnych akcjach w poszczególnych miejscowościach, wraz z bandą „Szarego” brali udział co „bardziej operatywni” mieszkańcy sąsiednich miejscowości. Sośnie nie były pod tym względem odosobnione. Do końca lat 90-tych żył w Sośniach człowiek, o którym się mówiło, że działał z bandą „Szarego”. On sam niejednokrotnie zaklinał się, że ze śmiercią Rutkowskiego nie miał nic wspólnego.

      Losy ludzkie przeplatają się ze sobą w niewyobrażalny sposób. Żyć jednak trzeba dalej, bo jak powiedział Albert Einstein: tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.

       

      Na poznańskim Dębcu 1922 r. Z. Rutkowski pierwszy od lewej.

      Zygmunt Rutkowski lipiec 1926 w Ostrowie

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Zygmunt Rutkowski”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 września 2015 23:04
  • niedziela, 13 września 2015
    • XV sesja Rady Gminy Sośnie

      W ostatnim dniu sierpnia czyli w DNIU BLOGÓW (jak podaje Vademecum Samorządu Terytorialnego 31 sierpnia to Dzień Blogów), w Sali Sesyjnej Urzędu Gminy w Sośniach odbyła się XV sesja Rady Gminy Sośnie. Oprócz stałych punktów sesji, porządek obrad obejmował podjęcie uchwały w sprawie zmian budżetu i w budżecie Gminy Sośnie na 2015 rok.

      Tradycyjnie już proponowanych zmian nie przesłano radnym wraz z zawiadomieniem o sesji, tylko wręczono na odbywającej się godzinę przed sesją Komisji Budżetowej. Tak więc czasu na zapoznanie się ze zmianami nie było zbyt wiele. Gdyby ktoś chciał poznać zagadnienie, o którym piszę, taki projekt zmian jest u mnie do wglądu.

      Po rozpoczęciu sesji, w której wzięło udział 14 radnych, przewodniczący Rady przedstawiając porządek obrad, w punkcie: podjęcie uchwał, przeczytał, że oprócz uchwały, której projekt dostaliśmy godzinę przed sesją, będzie głosowana jeszcze jedna uchwała, której projektu radni nie mieli w ręku nawet w momencie głosowania porządku obrad.

      Jak zagłosowali radni? Naturalnie, 13 za (mimo, że nie było wiadomo o co chodzi z
      tą drugą uchwałą), Lulek wstrzymał się, (bo nie było wiadomo o co chodzi z tą drugą uchwałą).

      Na tej sesji uzyskałem odpowiedź na moją interpelację z poprzedniej sesji: ile zarobiła Stanica Biały Daniel na Dniu Gminy Sośnie? Stanica skasowała 1200,- zł za wynajem. Dni Sośni organizowało OSP Sośnie. Na organizację otrzymało 20.000,- zł dotacji z budżetu gminy.

      Wójt w swoim sprawozdaniu z działań międzysesyjnych powiedział, że wyłoniono wykonawcę drogi w Chojniku i wykonawcę na zagospodarowanie centrum Mariaku. Podpisano z panem Sitkiem umowę o współfinansowaniu ulicy Zielonej w Sośniach w wysokości ok. 40% tj. 28.000,-zł ze strony pana Sitka.

      Została rozpoczęta budowa chodnika – parkingu przy cmentarzu w Konradowie.

      Wójt Stanisław Budzik brał udział w otwarciu pięknego aquaparku w Krośnicach, do którego, jak powiedział, mają być wożone dzieci z Sośni (jeżeli nasza gmina dostanie dofinansowanie na ten cel).

      Wójt poinformował również, że zostanie przeprowadzona analiza, czy wszystkie gospodarstwa mające możliwość przyłączenia się do kanalizacji, dopełniły tego obowiązku.

      Zapytałem, czy skorzystano ze wskazówki minister Angeliki Możdżanowskiej i Gmina Sośnie ubiega się o dofinansowanie budowy boiska w Bogdaju ze środków zewnętrznych?

      Wójt Stanisław Budzik odpowiedział, że nie wystąpiono o takie środki. Stwierdził, że jest okres wakacyjny, że on też chce odpocząć, że dofinansowanie nie jest obligatoryjne, trzeba by pojechać do Warszawy, on teraz nie przewiduje wyjazdu, że siedzi po 12 godzin w urzędzie, nie ma zamiaru ducha wyzionąć, ma uroczystości pożycia małżeńskiego na miejscu. Poza tym pani minister Angelika Możdżanowska przyjedzie do Sośni na dożynki, to porozmawiają.

      Przypomniałem wójtowi moje pytanie z poprzednich sesji, dotyczące gruntów inwestycyjnych, ponieważ wykaz gruntów, jaki wskazał mi wójt na poprzedniej sesji obejmuje: cmentarze, boiska szkolne, drogi, czyli ogólne zestawienie gruntów gminnych. W moim pytaniu chodziło o działki, niekoniecznie będące własnością gminy, ale przeznaczone pod inwestycje. To zagadnienie doskonale opisał KOS w ostatnim komentarzu.

      Zapytałem również, gdzie są klucze od damki zlokalizowanej przy skrzyżowaniu ulic Wielkopolskiej i Korczaka? W odpowiedzi usłyszałem od wójta, że klucze od szafki z pionkami są w urzędzie gminy w biurze zamówień publicznych, bo nie wie gdzie je dać. [W sobotę i niedzielę nie pogracie]. Jednak wójt poradzi się komisji i coś wymyślą. [Może będą na dworcu? Na dyżurce kolejowej zawsze ktoś jest].

      Zasygnalizowałem również, że przy chodniku na ul. Wielkopolskiej, jest wymyta przez ulewę wyrwa.

      Uchwała o zmianach budżetu i w budżecie została przyjęta jednogłośnie, po czym została ogłoszona piętnastominutowa przerwa, mająca wystarczyć na zapoznanie się z materiałem dotyczącym dodatkowej, drugiej uchwały. Piętnaście minut miało wystarczyć na zapoznanie się z 4 stronami  (z drukarki) pisma skierowanego do Przewodniczącego Rady Gminy Sośnie. Do tego ponad 3 stronami, pełnymi odwołań do aktów prawnych, odpowiedzi Przewodniczącego Rady. Ponadto treścią uchwały w sprawie: rozpatrzenia skargi na działalność Wójta Gminy Sośnie (niecałe pół strony).

      Podczas przerwy nie zauważyłem w Sali Sesyjnej tłumu radnych zapoznających się z treścią pism dotyczących uchwały. Zresztą nie miało to sensu, bo 15 minut na zapoznanie się i zrozumienie treści tak złożonych pism, pełnych odwołań do aktów prawnych, to zbyt mało (pisma do wglądu).

       Po przerwie radca prawny gminy Sośnie (zatrudniony przez wójta) przedstawił obszerne wyjaśnienia dotyczące uchwały  o skardze na działalność wójta, dowodząc jej bezzasadności. W tej samej sprawie wypowiedział się również Przewodniczący Komisji Rewizyjnej, który stwierdził, że sprawa właściwie nie leży w kompetencji tej komisji. Stwierdził również, że zainteresowany (czyli nadawca skargi) był poinformowany o sesji i o tym, że jego pismo będzie na tejże sesji rozpatrywane, mógł być na niej, a nie przybył. Uchwała została przegłosowana: 13 za, 1 przeciw (oczywiście Lulek).  Przypomniało mi się porzekadło o kupowaniu kota w worku.

      Na marginesie mogę dodać, że zainteresowany, o którym mówił radny Kałuża, „że mógł przyjść na sesję,” nie mógł być obecny na sesji, która zaczęła się o godz. 10:00, ponieważ pismo otrzymał w dniu sesji, ale o godz. 11:00. Jest to informacja wprost od źródła, którą łatwo można sprawdzić na poczcie. Dziwny sposób zawiadamiania petentów. Adresat sugeruje, że było to zrobione z premedytacją. Przyzwoitość nakazywałaby wysłać takie pismo 7 dni wcześniej...

      Wójt poinformował, że zgłoszona przeze mnie w pierwszej części sesji dziura przy chodniku, przy zjeździe do suszarni jest już usuwana, oraz o tym, że żaden sklep nie ma wykupionej koncesji na spożycie alkoholu na miejscu (wiem, że jeden sklep w gminie Sośnie na pewno płaci za sprzedaż i wyszynk), a każdy ma „zagrody” do spożywania. Jak Piłat umył ręce, mówiąc, że nie on jest od egzekwowania pozwoleń i zasłonił się Komisją rozwiązywania problemów alkoholowych. Zaznaczył jednak, że on pozwoleń na budki nie wydawał, a szkoda bo to jest przecież czysty pieniądz dla gminy.

      Na sesji powróciła sprawa ceny donic na skwerze w Sośniach, o których pisałem wcześniej. Rozgorzała dyskusja wokół faktury, której mi nie pokazano. Zarzucono mi kolejny raz, że nie sprawdziłem ceny donic i opublikowałem nieprawdę. Radny Kałuża pouczył mnie (jakbym nie wiedział), jak powinienem postępować – pójść do pani skarbnik i zobaczyć fakturę.

      Otóż panie Kałuża, byłem, wraz z żoną, w urzędzie przed opublikowaniem informacji o donicach. Otrzymałem „w przelocie” informację, że kosztowały około 1000 zł. Kiedy przystąpiłem do pisania notatki (17 lipca), stwierdziłem, że brakuje mi potwierdzenia ceny donic. Nie chcąc przerywać pisania, poprosiłem żonę, aby jeszcze raz poszła do urzędu sprawdzić ich cenę. Pani skarbnik nie pokazała faktury i skierowała żonę do pani sekretarz. Pani sekretarz również faktury nie pokazała, tylko stwierdziła, że należy napisać wniosek o udzielenie informacji publicznej. Żona wniosek napisała i złożyła w sekretariacie tego samego dnia - 17 lipca 2015 roku i do dnia dzisiejszego nie otrzymała odpowiedzi. Na sesji w dniu 31 sierpnia, kiedy wójt rozpoczął „chryję” na temat podanej przeze mnie ceny, podał cenę donic, nie pokazując jednak mi faktury za nie. Wtedy na moje stwierdzenie, że nie wierzę w jego słowa, w kilka minut dostarczył mi kserokopię faktury do rąk (kopia poniżej).

      Nie mam pojęcia, dlaczego nie można było tego pokazać niezwłocznie? Niezwłocznie, czyli, jak stwierdził Sąd Najwyższy, w terminie realnym do dokonania określonej czynności, mającym na względzie okoliczności miejsca i czasu. W tych okolicznościach potrzebne było na to kilka minut. Pani sekretarz jednak zażądała wniosku o dostęp do informacji publicznej. Wyszła z tego niezła „chryja”, bo ja podałem zawyżoną cenę, a pismo pozostało do dzisiaj bez odpowiedzi, wskazując na brak organizacji i wystawiając odpowiedzialnym za to negatywną opinię. Taki sobie przyjazny urząd (będziemy kontynuować...).

      Przy okazji „rozmowy” o donicach wójt użył w stosunku do mnie sformułowania: prawdopodobnie jest pan radnym odnosząc się w ten sposób do mojego sposobu określenia ceny zakupu donic. Zachodzi jednak zasadnicza różnica. Ja tej ceny nie widziałem, natomiast poddawanie w wątpliwość czy ktoś jest radnym (nawet nie tym wymarzonym), znając oficjalne wyniki dosyć już odległych wyborów, jest co najmniej dziwne.

      Wytłumaczyć to sobie można jedynie analizując zdanie, które wypowiedział Oliver Wendell Holmes: zamknięty umysł jest niczym źrenica, im więcej światła tym bardziej się kurczy.

      Kiedy tak „przekomarzaliśmy się” odnośnie faktur, radny Zbigniew Kisiński zapytał
      półgłosem: czy radny Lulek będzie teraz sprawdzał wszystkie faktury?

      Nie jest to wykluczone, bo od kiedy na wgląd w fakturę za donice czekałem blisko półtora miesiąca, zwiększyło się moje zainteresowanie nimi. Z kolei pokazana mojej żonie faktura za meble do gabinetu wójta wystawiona była w Kotlarce, przez niejakiego Krzysztofa Kałużę, (zbieżność nazwisk zapewne przypadkowa). Wtedy faktury zaczęły mnie interesować jeszcze bardziej. Tym bardziej, że pod wspomnianym adresem w Kotlarce powiedziano mi, że nijakich mebli mi nie wykonają, bo oni mają tartak i robią tylko palety (była sterta na podwórzu) i wywiązki dachowe.

      Swoją drogą dziwne to i powiedziałbym, niemoralne – zamawiać meble za kwotę ponad 20 tys. zł poza naszą gminą, w której, jak by się wydawało, też są zakłady produkujące meble. Zakłady płacące (jeszcze, chyba że padną z powodu braku zamówień) w gminie Sośnie podatek od nieruchomości. Zakłady, których właściciele i pracownicy mieszkający na terenie naszej gminy płacą do urzędu skarbowego podatek dochodowy, który następnie w pewnym procencie wraca do gminy Sośnie. Podatek z tartaku w Kotlarce też wpływa do gminy, ale Krośnice.

      Ponieważ, jak niektórzy uważają, (i nie są to zdania odosobnione) stare meble w gabinecie wójta były zupełnie dobre, a na pewno bardziej dostojne od nowych, zastanawiająca jest taka wymiana zaraz na początku urzędowania. Tym bardziej, że dokonana bez zaplanowania w budżecie, konsultacji z radą gminy i zachowania procedury zapytania o cenę. Może należałoby przyjrzeć się, czy meble te nie mają drugiego dna?

      Zgłębiając zasady dostępu i korzystania przez obywateli z dokumentów Rady, Komisji i Wójta, o czym mówi rozdział IX Statutu Gminy Sośnie, zainteresowałem się  szczególnie § 120 pkt.3, który mówi: Ponadto dokumenty, o jakich mowa w ust.1 i 2 są również dostępne w wewnętrznej sieci informatycznej Urzędu Gminy oraz powszechnie dostępnych zbiorach danych.
      Znaczy to, że protokoły powinny być publikowane na BIP-ie Gminy Sośnie.

      Przytoczyłem powyższy artykuł szczególnie z troski o pana Przewodniczącego Rady Gminy Sośnie Mirosława Ostojaka, który bardzo stara się, by poczynania Rady były „zgodne z literą prawa”. Możliwe, że pomimo wielu kadencji pełnienia funkcji radnego nie dotarł pan z czytaniem do tego artykułu. Rozumiem nawet dlaczego. Jest to przecież przedostatnia strona statutu.

      Wiąże się z tym jeszcze jedna gafa (by nie powiedzieć „chryja”): moją propozycję publikowania protokołów z sesji Rady Gminy w Internecie, poddał pan pod głosowanie i rada ją odrzuciła. Protokoły nie są publikowane.

      Okazało się, że było to głosowanie bezzasadne, bo taki obowiązek publikowania nakłada Statut Gminy. Panie Mirku, pan, taki legalista i taka „chryja”?

      Statut oraz inne akty prawne to naprawdę ciekawa lektura. Polecam wszystkim!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „XV sesja Rady Gminy Sośnie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      niedziela, 13 września 2015 23:45