Sośnie Nasza Gmina Kochana blog prowadzi Roman Lulek - kontynuacja Czarnego Bociana

Wydarzenia mające miejsce w Sośniach i całej naszej gminie, mogłyby niejednokrotnie stać się kanwą scenariusza filmu Alfreda Hitchcocka. Dewizą tego twórcy było przekonanie, że film powinien rozpoczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. W Sośniach za sprawą władz gminy jest podobnie.

Wpisy

  • wtorek, 28 lipca 2015
    • BB nie zawsze znaczy Brigitte Bardot

      Oto treść ostatniego komentarza zamieszczonego przez Wiesława pod "Wielorybem" :

      Panie Lulek, chodzą słuchy, że szkoła w Bogdaju ma zostać zamknięta. Podobno ma się to odbyć cichaczem, przez co wątpię, aby taka uchwała pojawiła się na sesji rady. Nad to, podobno prowodyrem całej sytuacji jest Dariusz Berek, który jako wybrany przez współmieszkańców "reprezentant Bogdaju" oraz nowo wybrany, "niekłamany przyjaciel szkoły" w Bogdaju, bardzo mocno forsował wniosek o jej zamknięcie. Ale skoro został już radnym, to z pewnością przed współmieszkańcami będzie "czysty". Ma Pan może jakieś informacje na ten temat?

      Na ostatniej sesji, z której relację zamieściłem na swoim blogu, nie było omawiane takie zagadnienie. Również na ostatniej komisji oświaty, w której wziąłem udział, poruszano wprawdzie kwestię szkoły w Bogdaju, ale w innym kontekście. Mówiąc wprost, nic mi nie wiadomo o zamknięciu szkoły w Bogdaju.

      Nie znam natomiast treści zakulisowych rozmów, jakie odbywają się w gabinecie wójta, a w których biorą udział tylko niektórzy radni, ponieważ nie jestem na nie zapraszany. Reasumując: nie po to odbywają się tajne ustalenia w wąskim gronie, poza radą, aby wszyscy znali ich treść. Inna sprawa, że niektórzy lubią się pochwalić wiedzą dla wybranych...

      Wspomniany z imienia i nazwiska przez Wiesława reprezentant Bogdaju i niekłamany przyjaciel tamtejszej szkoły, osiągnął już to, do czego cały czas dążył. Mianowicie etat w urzędzie gminy.

      Konsekwentnie zmierzający w "stronę plaży" wójt Stanisław Budzik, nie bacząc na to, że łamie ustawę o samorządzie gminnym, zatrudnił radnego Berka na specjalnie dla niego utworzonym stanowisku: pomoc administracyjna (nawiasem mówiąc, bez zakresu obowiązków)... Nie o pracę przecież chodzi, a o pensję.

      Na najbliższej sesji, która odbędzie się 31 lipca o godz. 10:00 (na którą mogą przybyć wszyscy zainteresowani) Rada ma podjąć uchwałę o wygaśnięciu mandatu radnego Dariusza Berka. Znaczy to, że reprezentujący Bogdaj radny "wypiął się na swoich wyborców". Niestety, nie ograniczy się to wyłącznie do rozczarowanych mieszkańców Bogdaju. Zapłacimy za to wszyscy.

      Płacimy już najwyższą pensję wójtowi, który nie reprezentuje nas właściwie na zewnątrz, płacimy pensję pomocy administracyjnej, która właściwie nie wiadomo co ma robić, wszyscy zapłacimy teraz za wybory uzupełniające, które obydwaj nam zafundowali.

      Zaistnieje bowiem konieczność przeprowadzenia wyborów uzupełniających. Bardzo ciekawe jest, czy oprócz bliskiej znajomej radnego z Bogdaju, reprezentującej niewątpliwie podobne standardy, jak jej protektor, ktoś jeszcze wystartuje w wyborach? Może jednak znajdzie się w Bogdaju jakiś altruista?

      Odnoszę nieodparte wrażenie, że obydwaj panowie B, to niezbyt korzystne dla naszej gminy elementy, które nas dużo kosztują. Również związane z nimi koszty wizerunkowe są duże. Radny, który na szerokim forum ogłasza, że mieszka w innej gminie, niż jest radnym oraz wystawia na sprzedaż domenę internetową, której brzmienie wiąże się z gminą Sośnie  (gminasosnie.pl), nie jawi się jako człowiek o kryształowym charakterze. Każdy z nas zna jednak przypowieść o Judaszu, który dla kilku srebrników wydał swego nauczyciela. Ciekawe, co jeszcze spotka jego "nauczyciela"?

      Z całą pewnością  do niekorzystnych kosztów wizerunkowych zaliczyć należy sprawę głosów za kawę, o których do chwili obecnej  piszą lokalne gazety. Dla przypomnienia: "Ostrowska prokuratura warunkowo umorzyła śledztwo w głośnej sprawie nieprawidłowości wyborczych w gminie Sośnie. Chodziło o kupowanie głosów za kawę podczas wyborów uzupełniających na wójta w kwietniu br." (cytat). Do tych nieprawidłowości doszło w lokalu wyborczym w...Bogdaju.

      Nie chcę uogólniać, ale wniosek nasuwa się sam: Berek, Bogdaj, Budzik. Litera "B" nie jest głoską, która najlepiej zapisuje się w pejzażu Gminy Sośnie. Do historycznych już zaszłości z nią związanych proponuję nie sięgać, ze względu na nieodwracalnie zakończony jej etap.

      Altruista - człowiek bezinteresownie dążący do dobra innych ludzi, gotowy do poświęceń.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „BB nie zawsze znaczy Brigitte Bardot”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 lipca 2015 23:27
  • czwartek, 23 lipca 2015
    • Wieloryb

      W najświeższych wydaniach zarówno "Kurier Ostrowski" jak i "Gazeta Ostrowska" poinformowały o spotkaniu, jakie odbyło się w Urzędzie Gminy i Miasta Odolanów. Spotkanie to, jak czytam w Kurierze, było "w sprawie wytyczenia nowych szlaków i ścieżek rowerowych". Uczestniczyli w nim: burmistrz Odolanowa Marian Janicki, wójt gminy Przygodzice Krzysztof Rasiak oraz, w zastępstwie wójta gminy Sośnie, pomoc administracyjna Dariusz Berek. Podczas spotkania zaproponowano i omówiono przebieg dwóch tras rowerowych, prowadzących poprzez niezmiernie atrakcyjny turystycznie teren gmin: Sośnie, Odolanów i Przygodzice.

      Komunikat jasny i czytelny dla każdego, jeżeli chodzi o sferę turystyczną, która ma promować nasze gminy. Zastanawia co innego. Przede wszystkim nieobecność wójta gminy Sośnie, który mało tego, że przysyłając zastępstwo, zlekceważył swoich rozmówców, to przysłał na to spotkanie pracownika, zatrudnionego z naruszeniem obowiązującego prawa.

      Swoją drogą ciekawe jest, czy wójt Stanisław Budzik wysłał zastępstwo, bo jego stan zdrowia nie pozwala mu na tak dalekie wyjazdy (do Odolanowa), czy też tak lekceważy sobie obowiązki, jakie ma wobec wyborców, że na spotkanie włodarzy sąsiadujących gmin wysłał pracownika "do niczego", bo przecież bez zakresu obowiązków.

      Niewytłumaczalne jest postępowanie wójta, który w swej krótkiej kadencji już niejednokrotnie złamał prawo. Odnoszę wrażenie, jakby chciał, już teraz ją zakończyć. Zatrudnienie radnego jest  kolejnym, po opisywanych wcześniej na moim blogu, dowodem na lekceważący stosunek naszego wójta do przepisów prawa. Nie mniej przerażające jest powierzanie przez Stanisława Budzika odpowiedzialnych zadań (np. wspomniane spotkanie) człowiekowi, który niejednokrotnie dał wyraz temu, że nie zawsze wie nad czym głosuje, jako radny. Radny ten, bezprawnie zatrudniony obecnie w urzędzie gminy, pokazał również, że ustawa samorządowa jest dla niego tekstem całkowicie niezrozumiałym. Dał temu wyraz na swojej stronie internetowej, pisząc po prostu nieprawdę.

      Zabawne, bo zanim zakończyłem pisanie tego materiału, pod wpisem pt. "Zagadkowe przetasowania w Urzędzie Gminy", pojawił się komentarz KOSa, który doskonale koresponduje z tezą zawartą w tym artykule. Mam na myśli destrukcyjne działania, jakich bez trudu można dopatrzyć się w poczynaniach wójta Stanisława Budzika. W mojej pobieżnej analizie tych poczynań, dotknąłem tylko wierzchołka góry występków, jakich dopuścił się obecny wójt gminy Sośnie. KOS przeprowadził bardziej wnikliwą analizę tych wyczynów. Zagadnienie samochodu w zeznaniu podatkowym, należy zapewne do grupy tych niewytłumaczalnych zjawisk, o jakich nauka wie, ale nie zna ich przyczyn. Włos się jeży na głowie, co może czekać jeszcze gminę, a więc i nas, przy takim wójcie...

      Podobne zachowanie, czyli dążenie do samozagłady, przejawiają czasami wieloryby, które tracą orientację i zamiast w kierunku oceanu, z niewiadomych przyczyn płyną do brzegu, gdzie wyrzucone na plażę, kończą karierę władców mórz. Czasami z czyjąś pomocą uda się ściągnąć je z powrotem do wody. Rzadko jednak potrafią odnaleźć właściwy kierunek, ponownie zmierzając ku zgubnej plaży. Czyżby zbliżone IQ?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Wieloryb”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 lipca 2015 10:21
  • piątek, 17 lipca 2015
    • Zagadkowe przetasowania w Urzędzie Gminy

      Mimo, że nigdy nie aspirowałem do roli proroka, to faktem jest, że ostrzegałem wyborców przed powierzeniem pełnienia funkcji wójta Stanisławowi Budzikowi. Skoro jednak zbiorowa mądrość wyborców zadecydowała inaczej, to przypomnijmy sobie, dlaczego przestrzegałem przed takim wyborem. Zapewne niejedna osoba czytająca ten blog pamięta słowo CHAOS, które wymieniłem, jako pojęcie, o którym nie zapomnimy podczas tej kadencji.

      Pierwsze symptomy tego zjawiska, jak samospełniająca się przepowiednia, pojawiły się już wtedy, gdy został ogłoszony otwarty nabór na sekretarza gminy. Nabór taki został ogłoszony, po czym został odwołany. Jako przyczynę odwołania podane zostały względy organizacyjne. Co to za wójt, który nie potrafi zorganizować naboru na pracownika? Powód może leżał gdzie indziej? Może osoby składające koperty z  ofertami były... zbyt dobre?

      Podejrzewam jednak, że wspomniane "przyczyny organizacyjne", to po prostu realia, które nie przystawały do scenariusza wymyślonego przez kandydata na wójta już w okresie kampanii wyborczej. Przecież już wtedy mówił o sympatycznej osobie, która będzie przyjmowała interesantów, przyjmując "na klatę", (jak napisał jeden z komentatorów) petentów wraz z przynoszonymi przez nich problemami. Zgłaszający się w naborze panowie, mimo że sympatyczni, nie wnosili do urzędu, oczekiwanego przez wójta, pierwiastka piękna, co może zakrawać na seksizm. Co tam zasady. Ja jestem wójtem wybranym w wyborach bezpośrednich. (Nawiasem mówiąc, już nie raz doszły mnie opinie mieszkańców, że zorganizowanie referendum odwołującego, to co się wybrało, nie jest wcale takie trudne).

      Skoro ustalone przez ustawodawcę zasady nie spełniły oczekiwań wójta, postanowił wziąć sprawy we własne ręce. Przecież to on wie czego oczekuje, a nie jacyś tam zgłaszający się. Jak wytrawny pokerzysta rozpoczął przetasowanie. Panią Justynę Maryniak dyrektora BOKiS, przesunął na stanowisko Sekretarza Gminy. Na zwolnione stanowisko dyrektora BOKiS przesunął, zajmującą się od lat przetargami i funduszami unijnymi, Arletę Orłowską. Z kolei Agnieszkę Furman inspektora ds. gospodarki komunalnej uczynił zastępcą kierownika USC, szykując ją na miejsce odchodzącej na emeryturę Danuty Chmieleckiej.

      Czytelników zmęczonych już tym korowodem nazwisk, ostrzegam, że to nie koniec, bo najciekawsze dopiero będzie. Na zwolnione przez panią Furman stanowisko, wójt Budzik ma zamiar przesunąć osobę pracującą w administracji szkolnej. Sprawa nie jest jeszcze sfinalizowana, (wójt nawet nie zna jej wykształcenia), więc bez nazwisk.

      Wybrany w wyborach bezpośrednich wójt, który uważa, że daje mu to prawo do nieliczenia się z niczym i z nikim, rozpoczął  (za gminne, czyli nasze pieniądze) spłacanie przedwyborczych zobowiązań. O zobowiązaniach wobec sołtysów już pisałem poprzednio. Teraz przyszła kolej na zobowiązania wobec osób prywatnych. Stanisław Budzik jest do tego stopnia zdeterminowany w zaspokajaniu ich oczekiwań, że nie waha się łamać prawa. Przychodzi mu to z tym większą łatwością, że jak sam mówi, nie jest ważne wykształcenie, tylko żeby pracownik wykonywał zadania. Tutaj przypomnę, że niedawno, na sesji, wójt nie mogąc pojąć mnogości zagadnień, jakimi się zajmuję na blogu, stwierdził, że według niego, kto zna się na wszystkim, ten nie zna się na niczym. Przypominam mu jego słowa, bo hołdując zasadzie: nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera, sprzeniewierzył się tezie głoszonej poprzednio. Według tezy, że nieważne wykształcenie, tylko to, co kto umie (czemu hołduje wójt), sprzeczna jest wypowiedź, że jeśli ktoś umie dużo, to nic nie umie. CHAOS.

      Od 3 lipca 2015 roku, oprócz obsadzenia stanowiska Sekretarza Gminy, wójt Stanisław Budzik stworzył w urzędzie gminy w Sośniach nowe stanowisko pracy, na którym zatrudnił radnego z Bogdaju Dariusza Berka, łamiąc przy tym artykuł 24.a.1 ustawy o samorządzie gminnym mówiący: z radnym nie może być nawiązany stosunek pracy w urzędzie gminy, w której radny uzyskał mandat. Ponieważ radny Berek został zatrudniony na specjalnie dla niego stworzonym  stanowisku: pomoc administracyjna, zapytałem o zakres obowiązków, jaki mu został powierzony. Bo co może robić pomoc administracyjna? Ołówki ostrzyć? Kserokopiarkę przecież każdy sam obsługuje.

      Berek to ten chłopiec w sweterku w paski, obok eleganckiego zastępcy przewodniczącego

      Okazało się, że na ten zakres obowiązków pomysłu nie ma nawet tworzący stanowisko wójt Budzik. Wspomniał wprawdzie o tym, że pracownik ten, zatrudniony na stanowisku pomocniczym i obsługi, ma zajmować się zamówieniami publicznymi(!) i internetem w urzędzie. Myślałem, że się przesłyszałem. Pracownik z wieloletnim doświadczeniem, jeśli chodzi o zamówienia publiczne przechodzi na stanowisko związane z obsługą oświaty, a na zamówienia publiczne przychodzi laik bez doświadczenia. W urzędzie jest też zatrudniony informatyk, który jak mniemam potrafi zająć się internetem. Zamiary wójta potwierdza jego zarządzenie 61/2015 z 10 lipca, w sprawie powołania komisji przetargowej do oceny ofert na budowę boiska wielofunkcyjnego w Bogdaju. Zarządzeniem tym powołał komisję specjalistów w składzie: przewodniczący Krzysztof Szubert, członek Dariusz Berek, członek Sławomir Puchała.

      Faktem pozostaje, że zatrudniając radnego wójt spowodował, że otrzyma on w lipcu: 1) wynagrodzenie za pracę w Urzędzie Gminy Sośnie od dnia 3 lipca; 2) dietę radnego za lipiec 2015. Przyjmując, że zatrudniony na specjalnie dla niego utworzonym stanowisku pracy, otrzyma wynagrodzenie minimalne, to do końca roku (za 6 miesięcy "pracy"), otrzyma on wynagrodzenie, które gminę będzie kosztowało około 12500,- złotych. Zaraz jednak nasuwa się myśl, że jeżeli wójt specjalnie wymyślał stanowisko do zatrudnienia swego dobroczyńcy, to nie po to, żeby rzucić mu najniższą krajową.

      Aż dreszcze przechodzą na myśl, jak wielkie musi być zobowiązanie wójta, skoro nie waha się zaryzykować swojego, w miarę jeszcze dobrego imienia, nadstawiając się dla wyrównania długu wdzięczności. Zacytuję tutaj przewodniczącego rady, który powiedział kiedyś: trzeba umieć żyć, ale trzeba również umieć umrzeć. O to drugie może być w towarzystwie preferowanym przez wójta Budzika nietrudno, jak pokazał poprzednik. Może być trudno jednak zostawić po sobie dobre wspomnienie, co zapewne na myśli miał mój rozmówca.

      Wójt Budzik, jak wyznał, nosi się z zamiarem przeprowadzenia naboru na zwolnione po Arlecie Orłowskiej stanowisko pracy. Rozumiem więc, że geniusz zatrudniony na stanowisku pomoc administracyjna, pozbędzie się nijak nie przystającego do jego wykształcenia i umiejętności problemu z zamówieniami publicznymi, pozostanie mu tylko surfowanie po internecie. Wszystko to za gminne, czyli nasze pieniądze.

      Biorąc powyższe pod uwagę, czyli stworzenie stanowiska pracy, dla którego nie ma zakresu obowiązków (w domyśle - niepotrzebnego) oraz zatrudnienie na nim radnego, postępowanie takie może zostać potraktowane jak przestępstwo z art. 231 par.1 Kodeksu karnego (funkcjonariusz publiczny, który przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3).

      Wkraczając w sferę gminnych pieniędzy, która jest materią nader delikatną oraz publiczną, nie sposób zapomnieć o poinformowaniu osób, które mało bywają w urzędzie gminy o zakupach dokonanych przez wójta Stanisława Budzika. Nieproporcjonalnie duże w stosunku do posadzonych kwiatów, 3 donice w parku w Sośniach widział każdy. Każda kosztowała podobno 1000,- zł. Pobieżne wertowanie internetu pozwoliło mi znaleźć produkt o takich samych wymiarach za 630,- zł brutto.

      Zakupiono nowe meble do sekretariatu, tworząc z niego recepcję. Takie skojarzenie przywodzi wysoki kontuar, za którym chowa się pani sekretarka. Zapewne chodzi o to, żeby taki jeden z drugim petent nie podchodził za blisko. Również w gabinecie wójta znalazł się nowy komplet mebli, 10 foteli + specjalny dla wójta. Wszystkie szuflady są samozamykające, jak pochwalił się wójt. To jest to, co zauważyłem "w przelocie". Co do innych pomieszczeń w urzędzie, to się okaże. Ciekawe kto przeprowadził procedurę w trybie zamówień publicznych? Odchodząca pani Arleta czy nowo przyjęty Berek? A może nikt?

      Zbierana na parterze, przy wejściu duża ilość biurek (są dobre, co z nimi zrobić?), sprawia wrażenie, że w razie potrzeby urząd gminy będzie się przed natrętnymi petentami barykadował. Świadczyć o tym może również sposób parkowania wójta.

      A co, wójt jest wybrany w wyborach bezpośrednich. Kto mu zabroni?

      Ciekawe, co na to inspektor ppoż?


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Zagadkowe przetasowania w Urzędzie Gminy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      piątek, 17 lipca 2015 21:43