Sośnie Nasza Gmina Kochana blog prowadzi Roman Lulek - kontynuacja Czarnego Bociana

Wydarzenia mające miejsce w Sośniach i całej naszej gminie, mogłyby niejednokrotnie stać się kanwą scenariusza filmu Alfreda Hitchcocka. Dewizą tego twórcy było przekonanie, że film powinien rozpoczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. W Sośniach za sprawą władz gminy jest podobnie.

Wpisy

  • wtorek, 12 marca 2019
    • „Ufaj, ale kontroluj”

      Roman Abramowicz

      Pomimo, że jak kiedyś napisałem, na pracę rady patrzę teraz z boku - jak w teatrze - nie odbiera mi to prawa do jej komentowania. Każdy wyborca zresztą może to robić (szczególnie, jeśli jest okłamywany). Tym bardziej, że można ją obserwować bez wychodzenia z domu – na ekranie monitora. Niewątpliwą zaletą takiej obserwacji, zamiast obserwacji bezpośredniej, jest to, że co nudniejsze fragmenty (czyli większość) można „przelecieć” na podglądzie. Nawet przy tym sposobie śledzenia relacji z III sesji i tak udało mi się wyłapać moment, że idąc za wezwaniem przewodniczącego Mirosława Ostojaka, sośnieńscy radni uczcili minutą ciszy pamięć „wieloletniego samorządowca Pawła Abramowicza” (pewnie chodziło o zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza). Dwa razy cofnąłem, żeby sprawdzić. Tak przewodniczący powiedział: Abramowicza. Słyszałem o Romanie Abramowiczu, który co prawda nie jest samorządowcem, tylko rosyjskim oligarchą,* z izraelskim, czy też brytyjskim obywatelstwem, jednak w necie nic nie ma o jego śmierci. Przewodniczący nie omieszkał przy tej okazji wypowiedzieć kilkunastu słów dezaprobaty na temat szerzącej się w Polsce mowie nienawiści. Geniusz tego słuchał, jakby nie wiedział do kogo ta mowa.

      No cóż, przewodniczący nie doczytał, albo się przejęzyczył. Nie powinien się mylić, ale - ma prawo do potknięć. Coś innego mnie uderzyło. Nikt go nie poprawił! Wstało 14 radnych Gminy Sośnie, (Stanisław Kałuża był nieobecny), oraz wójt, sekretarz i skarbnik – czyli ci wszyscy, którzy stanowią o losie naszej gminy i jej mieszkańców, i w milczeniu oddali hołd... Abramowiczowi. Nie wiem czy naprawdę nikt tam nie czai bazy? Teraz są wyluzowani. Nie ma w radzie nikogo, kto wytknie błędy. „Nic nie wychodzi poza radę”, tylko tę transmisję w sieci „pisiory” wymyśliły. Nikt im niestaranności i niedbalstwa już nie wytyka. Mogą czcić Abramowiczów i nie za bardzo orientować się, co i jak głosują.

      Nie to jednak było moim celem zaglądnięcia do sprawozdania z sesji. Interesowało mnie głosowanie uchwały Nr 15 w sprawie wysokości opłaty za gospodarkę odpadami. Na pewno większość mieszkańców zdążyła już zauważyć, że Rada Gminy Sośnie zafundowała im blisko 50% podwyżkę tych opłat. Na sesji nikt nie pokusił się nawet o kilka słów wyjaśnienie mieszkańcom, którzy oglądają transmisję sesji, powodu tak znacznej podwyżki. Jako że z dwóch niezależnych źródeł słyszałem o tym, że jeden z sośnieńskich radnych twierdzi, że on i jeszcze dwoje radnych głosowało przeciw podwyżce opłat, chciałem to zobaczyć. Okazało się, że stara leninowska zasada „ufaj, ale kontroluj” i tym razem się sprawdziła. Okazało się, że w głosowaniu uchwały Nr 15 NIKT NIE BYŁ PRZECIW! 11 radnych było za podwyżką, a troje się wstrzymało. Nie wiadomo jednak dlaczego? Może uważali, że to zbyt mała podwyżka? Tam chyba naprawdę nikt nie czai bazy. Do tego jeszcze problemy z tabletami. Niektórzy tak są skupieni na ich obsłudze, że nie bardzo wiedzą, co dzieje się na sali obrad. Inni wprost przeciwnie. Po prostu tabletu nie dostrzegają.

       

      *oligarcha - człowiek wchodzący w skład grupy osób odgrywająca dominującą rolę ekonomiczną i polityczną w państwie.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 marca 2019 23:45
  • wtorek, 26 lutego 2019
    • Pod rozwagę pani Prezydent Ostrowa Wielkopolskiego.


      Zapewne niejeden mieszkaniec gminy Sośnie czytał lub słyszał, a może nawet był w ostrowskiej MEDIATECE. Za sprawą wyjazdu zorganizowanego przez bibliotekę w Sośniach, do tego ultranowoczesnego przybytku kultury miały okazję trafić dzieci z naszej gminy.

      W Internecie czytam: Zlokalizowane są tu przystanki z różnych jej dziedzin – muzyki, literatury, kultury technicznej, kina, sztuki, filmoteki, fonoteki. Wszystko w nowatorskiej i unikatowej formie zarówno w skali miasta, ale także regionu. To pierwszy tego typu obiekt w Wielkopolsce.

      Z tego samego źródła dowiedziałem się, że to przedsięwzięcie kosztowało blisko 6 milionów złotych, z czego prawie 5 mln to środki pozyskane z zewnątrz. (O „osiągnięciach” w sięganiu po kasę z zewnątrz, jakie ma Gmina Sośnie pod przewodnictwem „postępowego” wójta Budzika napiszę innym razem).

      Wracając do ostrowskiej Mediateki, która ma siedzibę przy ulicy Kolejowej 24b (kiedyś mieścił się tam Empik). ...zyskaliśmy niepowtarzalne i unikatowe miejsca, stanowiące kolejną – wspaniałą wizytówkę naszego miasta – podsumowuje Beata Klimek.

      Nie wiem. Nie byłem. Przy najbliższej okazji postaram się to zmienić i zapoznam się z ofertą tego unikatowego miejsca. Po co więc poruszam temat, skoro go nie znam? Nie byłem wewnątrz, ale przechodziłem na zewnątrz. Pozwoliło mi to zauważyć, że GENIUSZE są nie tylko w Gminie Sośnie. W Ostrowie Wielkopolskim też są. Można wydać 6 000 000 zł, kupić na wyposażenie „cyfrowe cuda”, a wyobraźnią w kwestii spraw – dosłownie – przyziemnych nie grzeszyć.

      W ubiegłym tygodniu, kiedy właśnie „przechodziłem na zewnątrz” Mediateki, byłem świadkiem, jak na finezyjnie ułożonym podjeździe dla wózków przewrócił się około 70 letni mężczyzna.

      Człowiek ten nie jechał na wózku, tylko szedł pieszo, nie zastanawiał się więc, czy ma „nadjeżdżać na podjazd”, ale szedł wprost do drzwi. Tuż przed wejściem zahaczył nogą o wystający krawężnik... podjazdu, mającego być ułatwieniem dla niepełnosprawnych i wyrżnął, jak długi, na bruk.


      Nie ma się co dziwić, że się potknął. Poruszał się przecież po równej powierzchni. W końcu to deptak. Skoro wszędzie było tak równo, pewnie nie patrzył pod nogi. Ewentualnego progu mógł się spodziewać przy drzwiach wejściowych, ale około metra wcześniej? Poza tym można odnieść wrażenie, że wejście znajduje się na poziomie ulicy.

      Nie ulega natomiast kwestii, że starszy pan potknąwszy się o wspomniany krawężnik upadł przed wejściem do tego wspaniałego przybytku kultury. Całe szczęście, że nie uderzył głową w drzwi. Pośpieszyłem na pomoc. Zaraz też dołączyło do mnie dwóch szkolnych młodzieńców. Pomogliśmy starszemu panu się podnieść. Z trudem stanął, rozcierając kolana i łokieć. Powiedział: - „Panie, ja jestem krótko po operacji, ręką złapał się za brzuch. Jeszcze mnie to wszystko boli i nie mogłem wstać”. Upewniłem się jeszcze, czy nie potrzebuje pomocy i rozstaliśmy się.

      Przyjrzałem się jeszcze temu dziełu architektonicznemu, a właściwie, jak się okazało, zawalidrodze. Podobnie, jak osoba wchodząca, tak i wychodząca z Mediateki może tego małego, ale jednak - stopnia nie zauważyć i nieszczęście gotowe.

      Może by trzeba na tym krawężniku zamocować barierkę? Może ułożyć z kostki łagodny zjazd od przodu. Nie wiem co na ten temat mówi wiedza i doświadczenie brukarskie? Wiem jedno. Na tym rozwiązaniu architektonicznym upadł człowiek i należy przemyśleć co z tym zrobić. Może jeszcze parę groszy zostało z tych sześciu milionów?

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lutego 2019 13:41
  • piątek, 15 lutego 2019
    • SZAMANKA


      Kilka dni temu mój przyjaciel oznajmił mi radosną nowinę: ­

      ­­ - Pojutrze wyjeżdżam do sanatorium!

            - Ty to masz szczęście - powiedziałem. Tak ekspresowo sobie załatwiłeś ten wyjazd? Dobre masz kontakty.

            - Kontakty tak, ale z bankiem, który zrealizował przelew. Wyjazd opłacony prywatnie.

            - No tak. Przede wszystkim trzeba chcieć samemu sobie pomóc – skwitowałem.

      Każdemu z nas zdarzyło się podupaść na zdrowiu. Zwykle wystarczy wtedy wizyta w jednym z sośnieńskich ośrodków zdrowia, a później w aptece, by wrócić do formy. Kiedy to nie pomaga, często szukamy ratunku w innych metodach leczenia. Na dwu lub trzy tygodniowy wyjazd do sanatorium nie każdy może sobie pozwolić. Trzy tygodnie wolnego? - pomarzyć.

      Uciekamy się wtedy do medycyny niekonwencjonalnej lub inaczej - medycyny alternatywnej, np. akupunktury, homeopatii czy ziołolecznictwa.

      Kiedy mówimy o tego typu medycynie, to myślimy: kręgarz (chiropraktyk), filipiński healer, masażysta. Tego typu terapia wymaga kłopotliwej wyprawy (zwykle kilkakrotnie) do miejsca, gdzie przyjmuje osoba, która ma nam pomóc. Zwykle też niewiele wiemy o takiej osobie, poza tym, że „jak wieść gminna niesie” - pomaga.

      Chińska filozofia mówi, że wszystko czego potrzebujesz, przyjdzie do Ciebie w odpowiednim czasie. Tak też się stało w moim przypadku. Jakiś czas temu nasze drogi się przecięły w wyniku czego poznałem tytułową SZAMANKĘ*.

      Serge Kahili King w swojej książce pt. „Szaman miejski” sprecyzował domenę szamanów, określając ją jako „sztukę uzdrawiania z udziałem wewnętrznych sił organizmu.” Wydaje mi się, że to określenie najbardziej pasuje do ulubionej metody, którą stosuje - pomagając potrzebującym - nasza tytułowa Szamanka.

      Najchętniej stosowaną metodą terapeutyczną naszej bohaterki jest TECHNIKA BOWENA.

      Technika Bowena (Bowtech) to wyjątkowa, delikatna, skuteczna i całkowicie bezpieczna terapia manualna, należąca do technik osteopatycznych* i powięziowych*. Jej twórcą jest pochodzący z Australii Tom Bowen. Od blisko 40 lat, z licznymi sukcesami, praktykuje się ją na całym świecie. W niektórych krajach uznana jest za oficjalną metodę leczniczą, a nawet jest refundowana. Przez wielu uznawana za jedną z najbardziej skutecznych holistycznych* metod leczenia.

      Zabieg składa się z delikatnych, specyficznych ruchów wykonywanych palcami na mięśniach i tkance łącznej bezpośrednio na skórze lub przez cienką odzież. W czasie sesji stosuje się częste przerwy o zasadniczym znaczeniu. Dają one czas na reakcję i uruchomienie procesu samoleczenia organizmu. Często wystarczy kilka sesji, by ustąpiła większość dolegliwości. Celem terapii jest z reguły cały organizm, ale może być też konkretny problem, np.:

      • dolegliwości układu ruchu (bóle kręgosłupa, dyskopatie, zespoły bólowe),

      • choroby przewlekłe i neurologiczne,

      • choroby psychosomatyczne,

      • zawroty głowy, migreny, zaburzenia snu,

      • choroby układu oddechowego (astma, przewlekłe obturacyjna choroba płuc),

      • choroby układu krążenia (nadciśnienie, zatory, żylaki),

      • choroby układu pokarmowego (zgaga, refluks, wrzody, biegunki),

      • choroby układu moczowego (moczenie, nietrzymanie moczu).

      Jako człowiek podchodzący z pewnym dystansem do tego rodzaju metod leczniczych, zanim spróbowałem sam, postanowiłem podsunąć pod uzdrawiające palce Szamanki kogoś, kim można zaryzykować. Moja teściowa Janeczka (to ona była „na próbę”) uskarżała się na ból stawów biodrowych. Jako, że pokój w którym śpi znajduje się na piętrze, bolesny jęk schodzącej rozlegał się już przed śniadaniem.

      Wraz z żoną postanowiliśmy pomóc... sobie. Po telefonicznym kontakcie z Szamanką w celu umówienia wizyty, Janeczka poddała się terapii. Przeprowadziwszy najpierw wywiad z cierpiącą, Szamanka przystąpiła do zabiegu. Z sesji terapeutycznej na sesję poranne jęki stawały się coraz cichsze. Po piątym seansie zaległa cisza. Nie, Janeczka nie opuściła nas. Po prostu pewnego dnia zameldowała, że biodra już jej nie dokuczają. Wycieczki z teściową do sympatycznej Szamanki skończyły się. Poranne jęki – również. Biodra już nie dolegają.

      Podczas wizyt z teściową, w czasie przerw, wypytałem Szamankę skąd się u niej wzięło zainteresowanie, a przede wszystkim wiedza z tej dziedziny i umiejętność niesienia ludziom pomocy?

      Okazało się, że kiedyś ona sama zapadła na dosyć bolesną dolegliwość. Szukając pomocy, trafiła po pewnym czasie do gabinetu, gdzie posługiwano się techniką Bowena. Zastosowana w tym gabinecie terapia przyniosła jej ulgę. Ulgę na stałe. Ból nie wrócił. Wtedy nastąpiła fascynacja Bowenem. Fascynacja do tego stopnia, że postanowiła zgłębić tajniki tej metody. Zapisała się na Kurs Metody Bowena w Poznaniu. W tym mieście powstała pierwsza w Polsce szkoła ucząca i doskonaląca posługiwanie się techniką Bowena, oraz wydająca stosowne certyfikaty, zaświadczające o wiedzy i umiejętnościach adeptów tej techniki. Szamanka osiągnęła (jak na razie) MODUŁ ÓSMY (stopnie liczą się od jedynki). Kolejnym etapem zgłębiania tajników niekonwencjonalnych metod leczenia było podjęcie nauki (kontynuuje ją do dzisiaj) w Studium Edukacji Ekologicznej we Wrocławiu na kierunku NATUROPATA, gdzie ukończyła kurs ziołolecznictwa w zwalczaniu pasożytów oraz, samodoskonalący kurs Silvy. Metodę Silvy stosuje się również w samoleczeniu organizmu. Ponieważ prawdziwa wiedźma* nigdy nie ma dosyć zgłębiania tajników wiedzy i musi wiedzieć więcej, nasza szamanka zafascynowana kulturą Hawajów, zgłębiła jeszcze filozofię tańca hula. Gdyby ktoś zainteresował się tym niezwykłym tańcem, Szamanka zdradzi z pewnością jego tajniki, zademonstruje, a może i nauczy, ale to już zależy od indywidualnych ustaleń.

      Oprócz terapii metodą Bowena i relaksującego tańca hula Szamanka może nam jeszcze zaoferować masaż Shiatsu. Masaż można wykonywać u osób zmagających się z określonymi dolegliwościami, jak i profilaktycznie. Nie sposób nie wspomnieć o posiadanym przez Szamankę urządzeniu F-SCAN 4 szwajcarskiego producenta TB ELECTRONICS, które służy do terapii i diagnostyki metodą biorezonansu. Istotną informacją jest to, że wszystkie wymienione powyżej metody nie kolidują z zaleceniami lekarza, a raczej je wspierają.

      Trzeba  podkreślić, że integralną częścią każdej sesji terapeutycznej jest rozmowa. Rozmowa, która sprawia, że po seansie u Szamanki możemy poczuć się podobnie odprężeni, jak po wizycie u psychologa.

      Szamanka do swoich osobistych sukcesów terapeutycznych zalicza opiekę terapeutyczną, jaką roztacza nad swoją rodziną. Jej bliscy (mąż i córki) prawie nie chorują, a niektóre, wcześniej pojawiające się dolegliwości ustąpiły zupełnie.

      Skuteczność metody Bowena potwierdziła się także jako pomoc doraźna w takich schorzeniach, jak jelitówka czy gorączka. W przypadku żylaków u jednej z pań, znaczna poprawa dała się zauważyć już po jednej sesji. Kolejnym - nie pozostawiającym wątpliwości przypadkiem, w którym sekwencja specyficznych ruchów, jakie szamanka wykonywała na ciele pacjenta przyniosła zdecydowaną poprawę – jest mężczyzna, który po kilku sesjach dostrzegł u siebie zauważalną poprawę słuchu.

      Innym schorzeniem, przy którym zastosowana przez Szamankę metoda Bowena pomogła jest epilepsja. Pacjenci z tym schorzeniem, którzy poddali się zabiegom metodą Bowena mieli zdecydowanie mniej ataków.

      Szamanka ma głowę pełną porad i różnych receptur ziołowych. Kiedy skarżysz się, że jest ci ciągle zimno – poda przepis na rozgrzewającą herbatę ziołową. Dokucza ci bolesne stłuczenie – usłyszysz skład receptury na okłady z dodatkiem wykorzystywanej w kuchni kurkumy.

      Myślę, że czas zdradzić kto jest ową tajemniczą Szamanką i gdzie można jej szukać? Wspomniałem wcześniej, że aby się z nią umówić na sesję terapeutyczną nie trzeba daleko jeździć. Osoba o takiej wiedzy i niezwykłych umiejętnościach mieszka w Sośniach, a dokładnie w Mojej Woli.

      Nazywa się Aneta Szydłowska, a skontaktować się z nią można pod numerem telefonu 792-038-553. Aneta osobiście odpowie na pytania oraz ustali termin i miejsce spotkania.

       

      * Słowo "szaman" pochodzi z języka wschodniosyberyjskich Ewenków, dawniej Tunguzów. U Mandżurów występuje jako sama, a u Goldów siaman. Czasownik sa, od którego pochodzi to słowo, odpowiada polskiemu terminowi "znachor" lub "wiedźma"* (wiki)

      * Słowo wiedźma kojarzy nam się zwykle ze złą i szpetną babką, która ma związek ze złymi mocami i podpiera się na miotle, inaczej mówiąc z czarownicą. Tak wyobrażaliśmy sobie czarownicę z bajki o Jasiu i Małgosi.

      Nic bardziej błędnego. Słowo wiedźma wywodzi się od wiedzieć. „We współczesnej kulturze uważa się, że w przedchrześcijańskich słowiańskich społecznościach była to kobieta posiadająca wiedzę, związaną z ziołolecznictwem, medycyną i przyrodą. Osoba szanowana przez społeczeństwo, zwracano się do niej po rady. Pierwotnie w kulturach słowiańskich wiedźmę nazywano wiedma lub widma.” (wiki)

      *Powięź to wielofunkcyjna błona zbudowana z tkanki łącznej.

      *Medycyna holistyczna – medycyna zgodna z holistycznym poglądem, że człowiek—pacjent jest „układem całościowym”; należy leczyć cały organizm – człowieka-osobę, nie ograniczając się do określonej choroby lub chorego narządu. (wiki)

      * Osteopatia to manualny system terapeutyczny, metoda popularna w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „SZAMANKA”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lutego 2019 20:37