Sośnie Nasza Gmina Kochana blog prowadzi Roman Lulek - kontynuacja Czarnego Bociana

Wydarzenia mające miejsce w Sośniach i całej naszej gminie, mogłyby niejednokrotnie stać się kanwą scenariusza filmu Alfreda Hitchcocka. Dewizą tego twórcy było przekonanie, że film powinien rozpoczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. W Sośniach za sprawą władz gminy jest podobnie.

Wpisy

  • poniedziałek, 12 listopada 2018
    • 12 listopada

      Dzisiejszy dzień jest dniem... wolnym. Tego dnia dojadamy zakupione wcześniej zapasy rogali świętomarcińskich. Nie brakowało ich w sośnieńskich sklepach. Jednak żeby kupić rogala z atestem, trzeba było trochę się natrudzić. Mnie się udało takie rogale nabyć. Bardzo smaczne. Warto było.

      12 listopada nie jest świętem, nie można było go sobie z wyprzedzeniem zaplanować w kalendarzu wypoczynkowym, bo nie było wiadomo czy będzie dniem wolnym. Jak więc dzień ten nazwać? Można go zatytułować Dniem Dudy, a może dniem dudów. Dziwny dzień, ale w sam raz taki, jaki może być po dziwnych momentami, obchodach stulecia odzyskania niepodległości.

      Trudno mówić o 100 latach niepodległości, bo po 11 listopada 1918 roku nastąpił 1 września 1939. Po zakończeniu wojny w 1945 roku na terenie naszego kraju stacjonowało od 300 do 400 tys. żołnierzy wojsk radzieckich. W drugiej połowie lat 80. XX wieku liczebność radzieckiej armii w Polsce zmniejszyła się do około 70 tysięcy żołnierzy. Trudno było mówić wówczas o pełnej suwerenności. Obecność tych wojsk w Polsce zakończyła się 17 września 1993 roku, w symboliczną rocznicę agresji radzieckiej na Polskę w 1939 roku. Było to jednym z największych osiągnięć prezydentury Lecha Wałęsy.

        Odzyskaliśmy wolność po raz kolejny.

      Jako najważniejszego twórcę niepodległości Polski w 1918 roku wskazuje się Józefa Piłsudskiego,

      który miał wizję Polski "z rozmachem", jak najbardziej otwartej.

      Wspominamy Romana Dmowskiego – delegata Polski na konferencję paryską. Nie ujmując im zasług, często zapominamy jednak o kimś nie mniej zasłużonym dla polskiej sprawy.

      Ignacy Jan Paderewski – ten światowej sławy pianista, kompozytor i dyplomata, wykorzystując swoje koncerty, na forum międzynarodowym mówił o potrzebie odbudowy niezależnej Polski. To za sprawą Paderewskiego właśnie i jego osobistych kontaktów z prezydentem Thomasem W. Wilsonem,  pojawił się 13 punkt programu pokojowego Wilsona.

      Czy uwikłane w I wojnę światową Europa i Stany Zjednoczone były zainteresowane odrodzeniem niepodległej Polski? Nie, była to dość marginalna sprawa w rozmowach mocarstw o powojennym porządku w Europie. Dopiero w styczniu 1918 roku, za sprawą 13 punktu prezydenta USA Thomasa Woodrow Wilsona, mówiący o utworzeniu niepodległego państwa polskiego z dostępem do morza na terenach zamieszkanych w większości przez ludność polską, sprawa polska zaistniała na arenie międzynarodowej.

      Wczoraj odbyło się w Sośniach spotkanie z okazji jubileuszu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku.

      Uświetniła je bardzo ładnie przygotowana część artystyczna, którą uatrakcyjniły występy dzieci przedszkolnych i szkolnych , oraz występ orkiestry dętej.  Dla zachęty do wspólnego śpiewania na miejscach dla publiczności leżały teksty: „Mazurka Dąbrowskiego”, „Roty”, „O mój rozmarynie”, „Rozkwitały pąki białych róż”, oraz – ku mojemu zdziwieniu - „Oki”.

      Zdziwiła mnie ta „Oka”, bo piosenka ta nie ma nic wspólnego z odzyskaniem niepodległości w 1918 roku. Powstała w lipcu 1943 r. w obozie 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki w Sielcach nad Oką. To przecież żołnierze tej dywizji „przyprowadzili” za sobą Armię Czerwoną, której wojsko zostało w Polsce na blisko 50 lat. Z 11 listopada 1918 nie miało to nic wspólnego.

      Podobnie, jak nic ze świętowaną datą nie miały wspólnego, wspomniane przez przewodniczącego Rady Gminy Mirosława Ostojaka w jego wystąpieniu na zakończenie przedstawienia, tytuły filmów: „Czterej pancerni i pies”, czy „Stawka większa niż życie”. Z innej epoki był też recytowany przez niego wiersz Władysława Broniewskiego pt. „Bagnet na broń”, który powstał na potrzeby innej okoliczności historycznej w 1939 roku, na parę miesięcy przed wybuchem II wojny światowej.

      Wspominając Ignacego Paderewskiego, trudno też pominąć znaczenie jaki miał jego przyjazd do Poznania, który miał miejsce 26 grudnia 1918 roku. Płomienne przemówienie, które wygłosił tego samego dnia przed hotelem „Bazar”, stało się iskrą zapalną do wybuchu 27 grudnia 1918 r. Powstania Wielkopolskiego, które zakończyło się 16 lutego 1919 roku rozejmem w Trewirze.

      Powstanie przyniosło zamierzone efekty, bo Wielkopolskę, na mocy Traktatów Wersalskich, które jednak weszły w życie dopiero 10 stycznia 1920 r. przyznano Polsce. Wygląda na to, że świętowanie sukcesów Powstania Wielkopolskiego w związku z odzyskaniem niepodległości jest nieco na wyrost. Okrągła rocznica odzyskania niepodległości w Prowincji Poznańskiej, jeszcze przed nami.

      Takie różne dziwne okoliczności sprawiają, że Polska to, jak mawiał Zulu Gula, bardzo dziwna kraj.

       

       

      Wolność - brak przymusu, możliwość działania zgodnie z własną wolą. Sytuacja, w której można dokonywać wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji.

       Niepodległość - niezależność państwa od formalnego i nieformalnego wpływu innych jednostek politycznych, np. innych państw.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 listopada 2018 19:41
  • wtorek, 06 listopada 2018
    • Spotkania czwartkowe


      Kawiarnia „Przystanek Czarny Bocian” zaprasza w czwartek 8 listopada 2018 r. od godziny 18:00 na pierwsze SPOTKANIE CZWARTKOWE. Będzie to niezobowiązująca forma rozmów przy kawie (w promocyjnej cenie 3 zł, oraz herbacie 1 zł), oraz ciastku (kto zechce). Niewykluczone, że przerodzą się one w rozmowy przyjemne i pożyteczne na różne tematy. Mogą to być kwestie kulturalne. Na przykład związane z realizowanym w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu przedstawieniem, które powstaje na kanwie powodziowego „występu” naszego rodzimego Maliniaka.

      Ktoś poszukuje, chce pochwalić lub ponarzekać na jakiegoś fachowca - może to być dobra okazja. Można będzie wymienić spostrzeżenia na temat bieżącej sytuacji politycznej w skali makro lub mikro. Tematy spotkań wynikną najpewniej z radości, oczekiwań, czy też problemów, jakie nurtują przybyłe osoby.

      Dające się zauważyć w okresie kampanii wyborczej bardziej ożywione kontakty towarzyskie, pozwoliły wielu spotykającym się dostrzec to, że oprócz niewątpliwych korzyści płynących z wymiany zdań i poglądów, mogą być one po prostu miłe. Nie jest to nic odkrywczego, ponieważ potrzeba afiliacji, czyli spotykania się i rozmawiania z innymi ludźmi w psychologii została opisana już dawno.

      Wychodząc naprzeciw sformułowanym wówczas sugestiom kawiarnia „Przystanek Czarny Bocian” oferuje wszystkim chętnym do wzięcia udziału w takich niezobowiązujących spotkaniach ciepły i sympatyczny lokal oraz promocyjną kawę i herbatę. Gorąco zapraszamy.

      Czwartkowy termin wziął się od popołudniowych biesiad literacko-naukowych organizowanych w początkowym okresie panowania króla Stanisława Augusta, przez króla właśnie. Obiady czwartkowe organizowane były regularnie co tydzień. Przeważnie odbywały się na Zamku Królewskim, jednak latem najczęściej zasiadano w Łazienkach. Celem spotkań były rozmowy na tematy związane ze sztuką, nauką, omawianie dzieł literackich, a nawet aktualnej sytuacji politycznej. Obiady czwartkowe zasłynęły też pod nazwą "mądrych obiadów" lub nazywane były po prostu "czwartkami".

      Moja mama mówiła o czwartku „obywatelski dzień”. W czwartek zawsze było na obiad mięso. Gdy, jako dziecko, pytałem ją co to za specjalny dzień i dlaczego „dzień obywatelski”? - Wyjaśniła, że to na pamiątkę uroczystych obiadów wydawanych przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 listopada 2018 18:28
  • wtorek, 30 października 2018
    • Idzie stare

                                                                         5 lat to kawał czasu...

      Już ponad tydzień minął od wyborów samorządowych, w związku z czym ich wyniki są już - niewątpliwie - powszechnie znane. Pomimo dobrych osiągnięć konkurentek do wójtowskiego fotela, do niedawna jeszcze-wójt Budzik został znowu-wójtem, tym razem na 5 lat. Moją opinię na temat tej kandydatury czytelnicy znają, niechaj więc brak komentarza będzie wystarczającym komentarzem.

      O czekającej nas w Sośniach budowie – na skraju obszaru zabudowanego - dużej oczyszczalni ścieków, którą forsuje znowu-wójt, już wcześniej ostrzegałem.

      Komentującemu 500/120=4,17 a nie 6. napisał: Gość: , *.zapnet-isp.net 2018/10/21 21:23:51 do wpisu: Bez lukru

      wyjaśniam, że wprawdzie nie jestem fachowcem od ścieków, ale wcale nie jest pewne, czy kilkakrotnie zwiększona ilość ścieków będzie roztaczała fetor wprost proporcjonalnie większy do zwiększonej ilości produktów kanalizacyjnych. Obawiam się, że smród może zwiększać się bardziej, nawet w postępie geometrycznym i przedstawione wyżej równanie nie musi zachodzić.

      ale cisza normalnie szok jeszcze wójt będzie jeszcze wójtem 5 lat hehehhe za to radnych kilku było radnymi tylko chwilkę mieszkańcy gminy zdecydowali napisał: Gość: ignacy, *.neoplus.adsl.tpnet.pl 2018/10/24 17:48:28 do wpisu: Bez lukru

      Dla jasności sytuacji i uświadomienia ogółowi wielkości poparcia uzyskanego przez Stanisława Budzika, należy nadmienić, że za jego reelekcją opowiedziało się niespełna 35% mieszkańców uprawnionych do głosowania w gminie Sośnie.

      Mieszkańcy gminy zdecydowali też o zmianie (albo jej braku) swoich radnych. Okazuje się, że najbardziej dynamicznie radych zmieniają Sośnie. Poza tym, że obligatoryjnie 1 radny z Sośni ubył, dotychczasowych zastąpili nowi radni; (Lulek i Szczepaniak/Bojarczuk oraz Harlak/Duszyński). Konradów (Wieczorek/Frankowski) W tych miejscowościach zmiana następuje co kadencję. Tym razem i Pawłów (Walotka/Kołeczko) nie pozostał w tyle.

      Jak napisał w swym radosnym komentarzu ignacy, który równie dyskretnie mógłby podpisywać się jako Kamerdyner, tak „mieszkańcy gminy zdecydowali”.

      Z ubolewaniem stwierdzam, że odpadł także ten, który konsekwentnie blokował przez lata moją inicjatywę nadania nazwy pewnej ulicy, oraz jeszcze inną moją ideę - odrestaurowania i ustawienia (na mój koszt) pewnej sporej pamiątki w Sośniach. Bardzo przykre, że odpadł, bo może zostałby przewodniczącym Rady i mógłby blokować coś dalej. Poza tym Harlak i Szczepaniak - byli to „radni wójta”, jak on sam mówił. Nie pomogła świnka, która poległa na rzecz ulic Jasna, Słoneczna itd., o której z ambony komunikował proboszcz. Pewnie ciut za mała była... Okazuje się również, że trzymanie paluchów w pewnym, dość osobistym miejscu wójta, niczego nie gwarantuje.

      Biedactwo i o czym Pan teraz będzie pisał napisał: Gość: zawisz34, *.zapnet-isp.net 2018/10/22 09:34:41 do wpisu: Bez lukru

      Jeśli chodzi o ten komentarz, to jestem spokojny, że także nowa Rada Gminy Sośnie, nawet obserwowana z daleka, dostarczy wystarczająco wiele tematów na kolejne wpisy. Byle by była chęć pisania.

      Na zakończenie gratuluję wszystkim tryumfatorom wyborczego wyścigu. Gratuluję Geniuszowi, że pomimo powszechnego narzekania na niego, znalazło się 35% uprawnionych do głosowania i posadzenia go na wójtowskim krześle na kolejne 5 lat. Życzę by jak najmniej szkodził gminie. To kawał czasu.

      Gratuluję również radnym, którzy weszli w skład Rady Gminy, grając w sposób czysty i fair. Gratuluję tym, którzy nie musieli do tego ruszać mojego dziadka – pierwszego powojennego sołtysa Sośni - zamordowanego przez Polaków w 1945 roku, czy też nie zniżyli się dla osiągnięcia swego celu do zrobienia ze mnie donosiciela.

      Gratuluję wyboru radnym powiatowym, chociaż z pewnością, nie tylko w jednym przypadku, gratulacje powinny być adresowane do belgijskiego matematyka Victora d’Hondta, który opracował taką, a nie inną metodę podziału mandatów.

      Ps. Proszę nie mylić d’Hondta z drontem, jak to robi Geniusz. Ten pierwszy to uznany matematyk, a dront, to dawno wymarły ptak (gołąb olbrzymi).

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Idzie stare”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      lulekroman
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 października 2018 00:16